środa, 26 czerwca 2013

"Ubranka" dla wieszaków na ubrania




Tym razem prezentuję coś, co bardzo szybko się robi i (jak się okazało) jest bardzo w domu przydatne:


Wieszaki na ubrania!


Zrobiłam dwa. Gdy wybierałam ubrania, które chcę na nich powiesić, okazało się, że na już potrzebuję co najmniej 10 takich wieszaków. Mąż też się przymierzył ze swoimi swetrami i też chce takie! Wydaje mi się, że byłaby to świetna rzecz na prezent – w każdej szafie taki drobiazg się przyda! Wystarczy tylko owinąć lub obszyć stary wieszak gąbką, na to przyszyć pokrowiec – w moim przypadku z włóczki, ale jeśli ktoś woli szyć, to z materiału na pewno też byłby świetny.










Dawno nie robiłam nic na drutach i na szydełku, bo od ponad 5 lat mam w domu kota. Wydawało mi się, że będzie łapał za kłębki i za druty (tak przynajmniej robiła kotka, którą miałam dawno, dawno temu), a Bonifacy – nic. Kłębki go nie ruszają. Nawet, gdy któryś potoczył się w jego stronę i potrącił go, popatrzył na niego z dezaprobatą i pogardą, ale nie ruszył. Natomiast, gdy rozłożyłam na podłodze materiał, żeby wykroić z niego bluzkę, kot z miejsca był na nim prezentując swoje wdzięki.






Pozdrowienia dla wszystkich kociarzy i nie tylko!
Elli

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Szydełkowe poszewki



Tak, jak obiecałam, przedstawiam moje pierwsze poduszki. Może nie są idealne (następne na pewno będą lepsze), ale pasują do wnętrza i przyjemnie się do ich bawełnianej powierzchni przytula. Włóczki jest jeszcze sporo (w szafie znalazłam trochę wcześniej zakupionych kłębków), więc na brak zajęcia nie narzekam.




Jeszcze raz przeczytałam mój poprzedni post i stwierdziłam, iż wynika z niego, że już nigdy nic nie kupię do ubioru. Nic bardziej mylnego – nie byłabym kobietą, gdyby nie kupiła sobie chociaż jednego drobiazgu w miesiącu. Natomiast postanowiłam nie kupować emocjonalnie.
Ostatnio gdzieś w jakimś poradniku znalazłam bardzo mądrą (moim zdaniem) radę znawczyni mody: przed zakupem
zastanów się, czy tę rzecz jutro założysz
(czyli: że będzie odpowiednia okazja, że masz pasujące do niej rzeczy i dodatki), bo tworzenie nowych zestawów w związku z zakupem ciucha, który nam się podoba, nie ma sensu. No chyba, że jest to coś naprawdę rewelacyjnego! My kobiety, wiemy coś na ten temat!  Niemniej jednak moje zakupy od teraz będą bardzo rozważne.

Jeszcze na koniec piwonie, które już się kończą, ale są tak piękne, że nie mogłam się powstrzymać:



Pozdrawiam letnio!
Elli

wtorek, 18 czerwca 2013

Pierwszy wpis



Oto, co mnie skłoniło, do założenia bloga:

Robiłam porządki w mojej garderobie i jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mam trzy letnie żakieciki z krótkim rękawem – prawie identyczne: podobny kolor, podobny fason… Następnie znalazłam trzy czarne lniane spódnice. Wzięłam się za sukienki – policzyłam letnie i stwierdziłam, że latem nie będzie tyle ciepłych dni, żeby zdążyć je wszystkie założyć…



Szafa pęka w szwach, i nie mam problemu z tym, co na siebie włożyć, tylko po prostu nie pamiętam, co mam, a w tym ścisku, nie sposób szybko odnaleźć konkretną rzecz (niejeden ciuch przeleżał cały sezon zupełnie zapomniany). Pewnie, że fajnie jest odnaleźć coś fajnego we własnej szafie, tylko po co mi tego tyle???


Tak, tak, zakupami weekendowymi rekompensowałam sobie tydzień ciężkiej pracy, wychodzenie z domu rano i powroty wieczorami. Za każdym razem, gdy widziałam w sklepie coś, co mi się podobało, myślałam: 



dlaczego mam sobie wiecznie czegoś odmawiać, przecież ciężko pracuję, a życie ucieka”.



Czy to już był zakupoholizm? Chyba nie, bo bardzo łatwo przyszło mi otrząśnięcie. Postanowiłam zdecydowanie zmniejszyć ilość rzeczy w garderobie, zostawić tylko te, które mi się naprawdę podobają i w których dobrze się czuję! To proste!


A co z resztą rzeczy? Wyrzucić?
 

I tu się wszystko zaczęło!



Kiedyś rozdawałam swoje ciuchy, ale teraz odzywa się mój ekonomista w głowie i szepcze: „wydałaś na to ciężko zarobione pieniądze i teraz tak łatwo to oddajesz?” Nie było sprawy, jeśli dawałam je osobom potrzebującym, ale często widziałam je porozrzucane koło śmietnika. Postanowiłam zanieść część do komisu. Ale to też nie prosta sprawa – komisant najchętniej przyjmuje rzeczy nowe, wystawia je za pół ceny, a ja mam z tego dostać połowę, czyli ¼ wartości. Niby lepsze to, niż nic, ale znowu odzywa się mój ekonomista. I wtedy spojrzałam na rządki ciuchów zupełnie inaczej – 



a może dać im drugie życie, może się na coś jeszcze przydadzą???  



 Od tej pory ta myśl nie daje mi spokoju. Przeróbki stosowałam zawsze (kiedyś sama szyłam, a teraz odwiedzam zaprzyjaźnioną krawcową), ale tu chodzi mi o coś więcej – szeroko pojęty


RECYKLING


Na pierwszy ogień poszło to, co najprostsze do ponownego wykorzystania, czyli rzeczy z wełny. Ponieważ już prawie lato, więc baczniej przyjrzałam się bawełnianym sweterkom. Okazało się, że niektóre z nich da się spruć (łatwo to stwierdzić po szwach wewnętrznych – jeśli nie są obrzucone owerlokiem, nadają się do sprucia)





Co dalej? Przecież nie zrobię z nich kolejnego ciucha, bo mam ich dosyć! Bawełnianą włóczkę można wykorzystać na wiele sposobów – wpadła mi w ręce gazeta z włóczkowymi poduszkami! To jest to!



To pierwszy mój pomysł, który wrzucam do mojej szkatułki. Myślę też o wieszakach na swetry, czyli wieszakach z miękkimi ramionami, z których ciuch się nie zsuwa i na których się nie deformuje.


Biorę się do roboty (którą uwielbiam – szydełkowanie i robienie na drutach niesamowicie mnie uspakaja, a ile rzeczy można sobie wtedy przemyśleć!). Wkrótce zaprezentuję moje pierwsze „hand made”.

Pozdrawiam - Elli