poniedziałek, 28 kwietnia 2014

.... i pierwsze tapicerowanie



Tak, pierwsze tapicerowanie. Na pierwszy ogień poszedł prosty mebelek, czyli taboret. 
W mieszkaniu, w którym nie ma miejsca na drabinę, stabilny taboret zawsze się przyda. 
Niestety, tapicerka pozostawiała wiele do życzenia:





Usunięcie zszywek nie było takie proste. 
Bez pomocy specjalnego rozszywacza nie dałabym rady:





I tak taborecik wygląda teraz :)

 
I jeszcze chciałam się pochwalić zakupem z Giełdy Staroci - żeliwnym podstawkiem pod żelazko. 
Był cały pokryty rdzą, ale urzekł mnie jego wzór. 
Mąż pomalował go czarną farbą i teraz służy za podstawek pod gorące naczynia. 
Jestem nim zachwycona, co na niego spojrzę - buzia mi się śmieje. 
Chyba jeszcze zapoluję na drugi taki :)






Pozdrawiam - Elli

czwartek, 24 kwietnia 2014

Moje pierwsze malowanie mebla



Moje pierwsze malowanie mebla, a właściwie mebelka. 
Zrobiłam próbę na starej, wypaczonej skrzyneczce, żeby wychwycić ewentualne błędy 
i niedociągnięcia (oczywiście nie obyło się bez nich) oraz zobaczyć, 
czy farba faktycznie tak się zachowuje, jak obiecują jej sprzedawcy.
Jest to farba Annie Sloan (opracowała ją i opatentowała), która nie wymaga wcześniejszego 
szlifowania mebla i ponoć mimo to świetnie trzyma się na meblu.  
To szlifowanie właśnie powstrzymywało mnie do tej pory przed jakąkolwiek renowacją, 
nie z powodu lenistwa, chociaż też, ale bardziej z powodu braku warunków lokalowych
Oglądałam różne blogi z przykładami i postanowiłam spróbować. 
Jeśli inne blogerki sobie z tym radzą, to ja też muszę sobie poradzić. 
Tym bardziej, że mam w planie odnowienie trochę większych mebli niż poniższa skrzyneczka.
Dzisiaj trochę dużo tekstu, ale chciałam Wam pokazać etapy pracy i moje zdanie na ten temat.

Zaczęłam od oklejenia krawędzi, których nie chciałam malować, 
(wcześniej należy mebel umyć wodą z mydłem i odtłuścić), 
następnie położyłam pierwszą warstwę farby (zalecane są 2-3 warstwy). 
Użyłam koloru "french linen", jest to szary beż. 
Trochę był za ciemny, więc rozbieliłam go białą farbą akrylową:



Na początku farba błyszczy, ale po wyschnięciu (ok. 20 minut) robi się matowa. Po położeniu kolejnych warstw i wyschnięciu należy powierzchnie pokryć woskiem (dla utwardzenia), także dwu- lub trzykrotnie.
Wtedy nabiera też satynowego połysku. Wosk oczywiście zalecany jest także marki Annie Sloan. 
Użyłam wosku "naturalnego":





Gdybym na to położyła jeszcze wosk "rustykalny" podkreśliłabym nim rzeźbienia 
i wszystkie elementy dekoracyjne skrzyneczki. 
Kto wie, może to jeszcze zrobię (jak go dokupię) 
Choćby po to, żeby ten efekt wypróbować.

Tak wyglądała moja skrzyneczka przed malowaniem:


A tak wygląda po:



Podsumowując: nie podobają mi się smugi pędzla, które są widoczne, 
co prawda po położeniu wosku trochę mniej, ale jednak... 
Muszę koniecznie zapytać sprzedawców, którzy przeszli osobiste szkolenie u Annie Sloan, 
czy to wina pędzla, którego użyłam, czy też jest inny powód. 
Na pewno się tym z Wami podzielę.
Powierzchnia wygląda na trwałą, a całkowite utwardzenie podobno uzyskuje się po kilku dniach. 
Przy okazji wyszły moje błędy, które w przyszłości będę musiała skorygować, 
tzn. dokładniej zabezpieczyć brzegi, kontrolować nadmiar farby na narożnikach 
i większą wagę przykładać do szczegółów.
Ogólnie rzecz biorąc - widzę przyszłość w tych farbach :)

Pozdrawiam - Elli 

PS. Już wiem! Podobno, żeby uniknąć smug pędzla należy maczać pędzel na zmianę w wodzie i w farbie ze względu na jej gęstość. Idealnie byłoby też malować pędzlem Annie Sloan. Wkrótce wypróbuję metodę maczania, nad tą drugą wersją się zastanowię.




sobota, 19 kwietnia 2014

Wielkanoc



Wszystkim moim czytelnikom, tym stałym i tym, którzy tu zaglądają sporadycznie 
życzę pogodnych i radosnych Świąt Wielkanocnych!
Pogoda i słońce za oknem sprzyjają radosnemu tworzeniu. 
W tym roku jedziemy na święta do mojej siostry (znowu bez dziecka, bo znowu jest daleko), 
która ma dom, a w nim duży salon i duży stół, przy którym spokojnie mieści się kilkanaście osób. 
I tyle bywa na święta :) 
Siostrzyczko dziękuję za zaproszenie!
Niemniej jednak we własnym domu też chcemy czuć atmosferę świąt, 
więc pichcę i coś tam próbuję udekorować. 
Oto moje różne próby (uprzedzam, dzisiaj będzie sporo zdjęć, 
bo nie mogłam się zdecydować, które odrzucić):

Na początek jajka steropianowe - robiłam je pierwszy raz i okazało się to wcale nie takie trudne 
(jak to zrobić, pokazuje Kasia z mojdom-mojemiejsce.blogspot.com). 
W przyszłym roku zrobię ich więcej, a przede wszystkim zabiorę się za nie grubo przed świętami:








Zające już wcześniej się rozpanoszyły:
Jest też wianek, pierwszy raz dekorowany przeze mnie za pomocą kleju na gorąco:

Upiekłam też kruche ciasteczka - kurczaki:


No i wreszcie nakrycie stołu w dwóch wersjach, w lekko szarej:



oraz w wersji kremowej:

Jajka w różnych wersjach: tutaj w pojemniku na jajka pomalowanym na czarno
 (podpatrzone na daro-meble.blogspot.com):

i jeszcze takie foremki:


no i jeszcze taki zając się przyplątał :)




Wesołych Świąt!!!
Elli








poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Nowe kartki świąteczne



Dzisiaj świeża "twórczość". To znaczy tegoroczna.
Czy jest różnica między tymi, a zeszłorocznymi kartkami?
Może jakiś progres? Jak myślicie?

1


2


3

4

5

6

7


8
9
Na innych blogach widzę mistrzowskie kartki, na bogato.
Może jeszcze coś do nich dodam... sama nie wiem...

Pozdrawiam - Elli