wtorek, 23 września 2014

Bezinteresowna życzliwość :)



Do tej pory gdy myślałam "bezinteresowna", nasuwało mi się skojarzenie "zawiść". 
Niestety, taka nasza polska natura - ktoś inny ma lepiej, to nie motywuje nas to do działania i nie staramy się też mieć lepiej, tylko ściągamy konkurenta w dół  :(
Na szczęście rzadko spotykam się z tym zjawiskiem. 
A ostatnio spotkałam się z bezinteresowną życzliwością ze strony zupełnie obcej mi osoby
 (mam nadzieję, że teraz już nie obcej).
Od pewnego czasu wymieniałyśmy sobie komentarze z Olą prowadzącą bloga 
"Gdzie biegnie zebra??"
W jednym z postów Ola pokazała rzeczy malowane farbami Autentico i wspomniała, że są lepsze od farb Annie Sloan. W wyniku tych naszych rozważań Ola zaproponowała mi przesłanie kilku próbek tych farb (część napoczętych, ale część całkiem nowych).
No i dzisiaj przyszła do mnie paczuszka, a Ola nie chce za to żadnej zapłaty. 
Spotkaliście się z czymś takim?

Olu, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję - jesteś wyjątkowa :) !!!!

Nadmienię jeszcze, że warto zaglądać na bloga Oli, bo kryje on w sobie niesamowitą ilość pomysłów i fajnych aranżacji. Ostatnio pokazała pokój syna, w którym sama zrobiła tapetę stemplem z ziemniaka. 
Tak, tak. Zresztą, co będę opowiadać - sami sprawdźcie: http://ozebrze.blogspot.com/

***

Jesień nadeszła z dnia na dzień. Lecą kasztany, lecą orzechy:










 Pora przełożyć letnie ubrania na wyższe półki, a zdjąć stamtąd cieplejsze rzeczy. 
A jeśli chcecie się opatulić wieczorem ciepłym kocykiem, to lećcie do Biedronki. 
Od wczoraj są tam w ofercie fajne dzianinowe kocyki w różnych kolorach. 
Co prawda nie jest to bawełna, tylko akryl, ale są bardzo miłe. 
Zresztą, nie wymagajmy cudów za taką cenę (39,99zł):




Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę słońca :)
Elli



środa, 17 września 2014

Łupy z giełdy i kolejne plany



Wspominałam w jednym z ostatnich postów, że wybieram się na giełdę staroci, 
a nie pochwaliłam się, co upolowałam.
Bardzo się cieszę z przepięknej karafki - pan chyba nie do końca miał świadomość, co sprzedaje :)



Kolejny łup to duży świecznik (za 28 zł!) i ramka (całe 5 zł):


I jeszcze przepiękny kałamarz z misternym ażurem:

Po zrealizowanym marzeniu w postaci fotelika wspominałam, że kolejnym moim marzeniem jest sekretarzyk. Życie trochę weryfikuje marzenia i plany. Trafiłam na OLX.pl przecudny mebel po bardzo okazyjnej cenie. I nie jest to sekretarzyk. Na razie pokażę Wam tylko malutki fragment tego mebla (żeby nie zapeszyć). Chciałabym z tych wszystkich elementów stworzyć swój kąt do pracy:


I tak sobie pomyślałam, że te wszystkie drewniane elementy są tak fajne, że tylko odświeżę je woskiem, a całą resztę pomieszczenia dostosuję do nich. Po głowie chodzi mi taki zestaw kolorystyczny:

źródło - Google
Jeśli uda mi się ten plan zrealizować, na pewno Wam pokażę :)))
Pozdrawiam - Elli


środa, 10 września 2014

Realizacja planów - część pierwsza


Niedawno pisałam o tym, jakie mam plany - dziś pokażę, co udało mi się zrealizować. 
Angielski taborecik jest "wyleczony" :)


Wspominałam, że taborecik miał "zwichniętą nóżkę". To znaczy, nogi były całe, ale jedna bardzo mocno się kiwała. Po zdjęciu tapicerki i odkręceniu nóżek moim oczom ukazał się taki oto widok - jednym słowem "złamany staw biodrowy":



Trzeba więc było wymienić podstawę taboretu. Tu ukłon w stronę mojego męża, który zrobił mi niespodziankę i po prostu któregoś dnia przyniósł do domu wyciętą nową podstawę:)
Pozostało mi tylko pomalować nogi (farba Annie Sloan kolor Paris Grey), woskiem podkreślić rzeźbienia, uszyć nową tapicerkę i zamontować ją na nowej podstawie.
Użyłam tego samego materiału i farby, co przy renowacji mojego wymarzonego fotelika, bo myślę, że te dwa mebelki stworzą sympatyczny duet (o foteliku pisałam tutaj). Oto efekt:




 Dla przypomnienia - tak taborecik wyglądał przed naprawą:

Z resztek materiału uszyłam jeszcze stoper do drzwi (drobiazg, ale jakże przydatny!):

Do zrealizowania została druga część planu - stolik. Poczyniłam już pierwsze kroki, tzn. przeszlifowałam go. Cały czas nie mogę się zdecydować, co dalej...
***
Pozdrawiam serdecznie stałych czytelników oraz tych zaglądających tu od niedawna. 
W ostatnim czasie znacznie Was przybyło, co mnie bardzo cieszy :)
Elli

czwartek, 4 września 2014

Moje małe radości



Zasiadłam do porannej kawy i spojrzałam przez okno balkonowe. 
Uśmiechnęłam się sama do siebie - 
jeszcze nigdy nie miałam tak "zarośniętego" balkonu jak w tym roku:


Czym prędzej chwyciłam za aparat, jakby ta zieleń miała zaraz zniknąć :)
Kratka w większości pokryta zielenią osłania mnie przed przechodzącymi dołem ludźmi. 
Ustawienie w rogu półki metalowej było dobrym posunięciem. 
Dzięki temu mogłam spiętrzyć rośliny, a co za tym idzie, uzyskać lepszy efekt zagęszczenia. 
Polecam ten sposób na małe balkony. 
Narożnik zajmuje bardzo mało miejsca, a można na nim zgromadzić wiele roślin.

Przybyło trochę nowych roślin. 
Przede wszystkim musiałam wymienić kwiat stojący na najwyższej półce, 
bo poprzedni podczas naszego wyjazdu nie wytrzymał słońca i suszy.





Bluszcz rośnie jak szalony. Mój mąż przyniósł go do domu z remontowanej klatki schodowej i wstawił pod prysznic (tak był schlapany farbą). Mycie nie na wiele się zdało, więc wystawiłam bidulę na balkon z myślą: albo padnie, albo przeżyje, nie ma nic do stracenia. A on teraz puszcza tyle nowych pędów i liści w takich rozmiarach, jakby chciał powiedzieć "dziękuję":


Hortensja niestety wyschła, ale jej miejsce zajął równie piękny wrzos:


Paprocie są w lekkim półcieniu i mają się dobrze:


Przyjemnie jest patrzeć na pozytywne efekty swojej pracy i starań. 
Więc wszystkim życzę takich pozytywów!
Pozdrawiam - Elli