piątek, 30 stycznia 2015

Maluj dalej...



Z lewej strony mojego kącika do pracy stoją szafki. Starałam się do tej pory, żeby nie było ich za bardzo widać na zdjęciach, bo nie ma się czym chwalić.
Kiedyś mi się te komody podobały. Sama nie wiem, czemu. Szkoda było je wyrzucić. 
Z pokoju dziennego zostały zdegradowane do drugiego pokoju, który na razie jest pokojem do pracy, 
a w przyszłości ma też służyć za sypialnię.

W sypialni zdecydowanie potrzebne są spokojne, wyciszone kolory. 
Zresztą mojej twórczej pracy też raczej takie służą. 
A ponieważ po urządzeniu kąta do pracy usłyszałam od mojej drugiej połowy: "maluj dalej", 
wzięłam to sobie dosłownie do serca i pomalowałam szafki znajdujące się przy biurku. 
Właściwie nie szafki, tylko ich fronty. Stwierdziłam, że to wystarczy.


Malowałam na raty - lata swoje mam i siły już nie te, a metamorfoza tych szafek miała być dla mnie przyjemnością, a nie udręką. Jednego dnia pomalowałam dwie pary drzwi w jednej szafce, drugiego kolejne dwie pary w drugiej szafce.
I nawet przez moment zastanawiałam się, czy może zostawić szuflady pośrodku w oranżu (trudno określić ten kolor - okleina miała nazwę w katalogu "czereśnia").


Ale wpadłam na inny pomysł. 
Żeby nie było zbyt dużo szarości, postanowiłam wyróżnić  szuflady delikatną, koronkową bielą. 
Dosłownie koronkową.
Poniżej przymiarka pierwszych dwóch po "koronkowej robocie":



A tak wygląda całość:







Jeszcze wspomnienie "przed":




Pozostała widoczna krawędź blatu (sam blat przykryty jest bieżnikiem szarym w gwiazdy). 
Nie wiem jeszcze, co z tym zrobię. Może okleję krawędź czarno-białą washi tape. 
A może wymienię blaty całkowicie. Może na drewniane i przewoskuję je na ciemno... 
Na razie zostawiam ten temat. Muszę się nacieszyć, tym co zrobiłam do tej pory :)


Pozdrawiam - Elli

czwartek, 29 stycznia 2015

Na szybko


Od kilku lat do pewnego zeszytu wpisuję swoje różne ważne pomysły, 
cytaty, informacje, robię w nim szkice.
Do tej pory nie przeszkadzało mi, że zeszyt jest wściekle żółty i podniszczony, ale odkąd mam swój wymarzony kącik do pracy, ten żywy kolor kłuje mnie w oczy (niby dobrze, bo zawsze wiem, gdzie jest, 
ale po co mi to - przecież mam porządek w swoich rzeczach, więc i tak wiem, gdzie co mam).
Myślałam o tym, żeby okleić go materiałem, pomalować za pomocą decupage, ale dzisiaj wpadła mi 
w ręce okleina w pepitkę. Pięć minut - i mam zeszyt pasujący do mojego kącika!





Przy okazji pochwaliłam się Wam kulami, które dzisiaj trafiłam na giełdzie :)
A jutro pokażę co ostatnio "zmalowałam" :)
Elli

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Skąd brać dekoracje?

Czasem wystarczy się rozejrzeć i one u nas są w domu. 
Tylko gdzieś pochowane. Albo nie podejrzewamy, że mogą stanowić dekorację.
 Tak było w moim przypadku. 
Podczas porządków przedświątecznych znalazłam w jednym miejscu piękną szachownicę 
wykonaną z kamienia naturalnego. W innej szafie były książki o szachach.
Figury szachowe wyciągnęłam z jeszcze innego kompletu szachowego.
Zupełnie przypadkowo pięknie się te rzeczy zestawiły - kolorystycznie i tematycznie.






Moja druga połowa bardzo się z tej aranżacji ucieszyła. 
Tato męża był zapalonym szachistą i to są właściwie pamiątki po nim...

I jeszcze znalazłam te wspaniałe kości.
Ich nietypowość polega na rozmiarze. 
Raczej trudno grać kościami, które są sześcianem o pięciocentymetrowych bokach :)



Warto czasem spojrzeć inaczej na to, co znajduje się wokół nas :)
Nie bójmy się próbować, przymierzać, przestawiać. 
Bo to dodatki i dekoracje stanowią o stylu i charakterze naszego wnętrza.


Miłej zabawy - Elli

piątek, 23 stycznia 2015

Zimowy wystrój domu


Zimy za oknem nie ma, ale jest w kalendarzu.
Prawdę mówiąc wolę taką łagodną niby zimę, niż zwały brudnego śniegu na poboczach, czy też topniejącą bryję. W sumie zima może nie jest piękna, bajkowa w tym roku, ale też nie jest brzydka.
Stosownie więc do pory roku świąteczne dekoracje dawno zniknęły, pozostały te zimowe.

Renifery jak najbardziej do zimy pasują, świecznik udający włóczkowy - również:



Zimowe domki, schowane pod rosochatą gałęzią, to również zimowy klimat:


Podobnie jak futrzane i włóczkowe poduszki:


Poprzytulajmy się do nich, bo tylko patrzeć, a będziemy szykować wielkanocne ozdoby :) 
Święta Wielkanocne już za dwa miesiące! Czyli tuż, tuż... :)

Elli

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Malowanie metalu


Czy zdarzyło się Wam, że podobał Wam się jakiś przedmiot - jego kształt i forma, lecz kolor był nie ten?
Pół biedy jeśli był z drewna, gorzej gdy z metalu. Tak było w moim przypadku - spodobał mi się zegar, ale jego kolor nijak nie pasuje do tego, co mam.
Ktoś powie, że malowanie miedzi lub mosiądzu to profanacja. Ja tak nie uważam. 
Nie pomalowałabym jedynie prawdziwego złota. 
Malowałam zegar różnymi farbami, robiłam ze trzy podejścia. W końcu uzyskałam efekt cieniowania, o jaki mi chodziło:






Zaraz po zegarze pod pędzel trafił wygrzebany na starociach kałamarz:


On miał akurat dobry kolor, ale był miejscami zardzewiały. 
Co ja zrobię, że nie lubię rdzy. Przecież ona brudzi:(
Dlatego dziś wygląda tak:






Malowanie było hurtowe - kolejna była ażurowa patera, która też świeciła na złoto 
(nie zrobiłam zdjęcia "przed"):







I to penie jeszcze nie koniec malowania metalu.
Kolega męża z pracy zobaczył, że "lubię żalastwo", więc podarował nam parę "drobiazgów" z mosiądzu :)

Malowanie mnie uzależnia... Co jeszcze zmieni swój wygląd?
O tym niedługo - Elli






piątek, 16 stycznia 2015

Kącik do pracy - wykończenie


Mój kącik do pracy stał się kompletny, gdy uzupełniłam ścianę nad blatem.
Chciałam mieć na niej jakąś tablicę (korkową, magnetyczną lub czarną do pisania) 
i koniecznie jakąś szafkę wiszącą.
Jeśli chodzi o tablicę - stanęło na magnetycznej z Ikei (fajna i niedroga), natomiast jako szafkę w pierwszej wersji chciałam wykorzystać górę od kredensu (ślicznie rzeźbiona, piękne drewno i detale), ale po przemyśleniu stwierdziłam, że jest za duża, że przytłoczy mój kąt i pozostawi mi niewiele miejsca do pracy. Trafiłam w internecie dużo, dużo mniejszą szafkę, sama ją przytachałam tramwajem do domu 
(nie chciałam angażować mojego bardzo zapracowanego męża), a nie było to proste - wydaje się nieduża 
i lekka, a spróbujcie wejść z nią na wysokie schody tramwaju - nie trafił mi się tramwaj niskopodłogowy, 
a i przystanek był bez podniesionego krawężnika :)
Ale dałam radę. Prawdziwe schody zaczęły się później, gdy zaczęłam szafkę malować. 
Gdyby to był pierwszy przeze mnie malowany mebel, na pewno byłby ostatnim :(
Farba, czy raczej jakaś bejca, przebijała spod spodu, nie pomagały żadne warstwy zabezpieczające. 
Już nawet nie wiem, ile warstw nałożyłam. Nie jest idealnie, ale udało się.




Zastanawiam się, czy przemalować mój ulubiony kałamarz. Na razie zostawiłam go w wersji pierwotnej, trochę urozmaica moje szarości.


Jeszcze raz spojrzenie na mój kącik:


Tradycyjnie zamieszczam zdjęcie "przed", czyli szafka po przyniesieniu do domu:


Jeszcze chcę dokonać paru zmian w tym pokoju. Ale stopniowo, po kolei. 
W głowie już są pewne pomysły :)
Pozdrawiam - Elli