poniedziałek, 30 marca 2015

Oderwałam się od rzeczywistości...



I wypadłam z codziennego rytmu. 
A wszystko za sprawą weekendowego wypadu do Karpacza.
Wyjazd był planowany na początek marca, ale jeden z uczestników poważnie się wtedy rozchorował, 
więc rezerwacja hotelu została przełożona na miniony weekend. 
Wybiło mnie to kompletnie z rytmu przygotowań do świąt. 
Ale jednocześnie przez te 3 dni zapomniałam o bożym świecie :)
Zero komputera, telewizor tylko chwilami brzdąkał w pokoju (żeby nie było głuchej ciszy). 
I chyba tego mi trzeba było. Zero gotowania, zero sprzątania. Tylko spacery i inne przyjemności.
Byłam zaskoczona, że w górach jeszcze był śnieg, bo we Wrocławiu tej zimy spadł chyba tylko raz 
i utrzymał się zaledwie kilka godzin.
Szczyty i schronisko na Śnieżce były pięknie widoczne. 
Niestety mój aparat nie był w stanie tego ogarnąć.



Oko moje przyciągały różne detale. Ten budynek poniżej miał np. przepiękny gont:


Okna tarasowe z poziomu zero tego hotelu wychodziły wprost na szumiący potok:

Tego nie widać na zdjęciu, ale za szybami stoją miękkie leżaki - latem musi być przecudnie leżeć tak na nich i słuchać szumu wody :)
Nasz hotel położony był daleko od centrum (co zmuszało nas do dalekich spacerów - i dobrze!):
Za oknami był już tylko las rosnący na zboczach:


Wewnątrz było parę ciekawych elementów, które jednak moim zdaniem domagały się bardzo pilnych przeróbek i odświeżenia (to już chyba jakieś moje zboczenie):



Naładowana dużą dawką świeżego powietrza biorę się teraz ostro do pracy. 
Czasu do świąt niewiele zostało. 
I nie wiem kiedy mi ten marzec przemknął. Jak mgnienie.

Pozdrawiam - Elli

piątek, 27 marca 2015

Porządkowanie przy okazji.... porządków :)


Nie wiem, jak to się dzieje, ale strasznie szybko obrastam w różne rzeczy. 
Większe lub mniejsze.Nagle spostrzegam wokół siebie różne sterty. 
A że nie lubię bałaganu i raczej muszę mieć wszystko poukładane, co jakiś czas przeglądam, sortuję, wywożę (do Oazy, żeby rzeczy nabrały mocy urzędowej przed ewentualnym wyrzuceniem), oddaję, wyrzucam. Dla tych przedmiotów, które zostają trzeba znaleźć jakieś sensowne miejsce.
Niedawno pokazywałam tubę (klik), którą przeznaczyłam na próbki tapet. Zostały jeszcze rulony papieru różnej maści. Dla nich przydałby się jakiś wysoki, wąski pojemnik. Przypomniałam sobie, że kiedyś, kiedyś miałam cynowe wysokie wiaderko z Ikei, które w swoim czasie służyło za stojak na parasole (wtedy przedpokój był bardzo, bardzo kolorowy, więc wiaderko też pomalowałam kolorowo - szok, jak patrzę na tamto zdjęcie). Okazało się, że jest w garażu i służy mojemu mężowi za pojemnik na śmieci. Zażądałam go z powrotem. Faktycznie wielkość i kształt w sam raz na moje rulony, ale trzeba było koniecznie zmienić image wiaderka (a gdybym go kiedyś nie pokolorowała byłoby teraz w sam raz w kolorze cyny):








Taki wzór sweterkowy przyszedł mi do głowy :)
A tu wersja "przed":



Najważniejsze, że kolejna rzecz uporządkowana. 
Biorę się za kuchnię, bo ostatnio jestem w strasznym "niedoczasie" jeśli chodzi o prządki.
 A czas ucieka niesamowicie. Przeraża mnie to.
Do następnego postu - Elli

poniedziałek, 23 marca 2015

Dekoracje świąteczne - przymiarka druga


Jednak się skusiłam :) Wspominałam Wam wcześniej o dekoracjach w sklepie Dajar. 
Chodziły mi te ozdoby po głowie, głównie przez swoją stonowaną kolorystykę i proste formy. 
Zdecydowałam się na kurkę:







i zająca, który idealnie zmieścił się pod kloszem:



Z zakamarków wygrzebałam jeszcze jajka, które zrobiłam w zeszłym roku:






Przed świętami dodam jeszcze do tych dekoracji zieleń i kwiaty. 
I myślę, że to wystarczy. No i oczywiście pora zasiać rzeżuchę :)
Pogoda w tym tygodniu ma być ładna, więc pora zabrać się za porządki przedświąteczne - okna wołają pierwsze!
Pozdrawiam - Elli


piątek, 20 marca 2015

Lubię jajka :)


Pod każdą postacią. Oczywiście lubię jeść jajka :)
Lubię na miękko, na twardo, sadzone, smażone, w koszulkach. Ale też kogel-mogel i bezę.
 Lubię jajka w sosie tatarskim, nadziewane. Jednym słowem lubię je pod każdą postacią.
 Ale wiem, że są osoby, które nie są w stanie przełknąć jajek na twardo (czyli jaj wielkanocnych). 
Te osoby szykują sobie jajka z płynnym żółtkiem. Takie jajko dobre jest na ciepło. 
I tu śpieszę z pomocą - ocieplaczem na jajko, pomagającym utrzymać przez jakiś czas temperaturę:



Przygotowana jest cała bateria kurczaków, która już czeka, żeby wrzucić je do Q-FERKA (klik).
Więc jeśli komuś się spodobały, to serdecznie zapraszam.


Oprócz wesołych wrzosowych kurczaczków jest też kilka tradycyjnych żółtych:



Ocieplacze są uszyte z bawełny, podszyte cienką warstwą ovaty. 
Myślę, że mogą rozweselić niejeden świąteczny stół :)
Elli


poniedziałek, 16 marca 2015

Mała przymiarka do świąt


Zrobiłam dzisiaj przegląd dekoracji wielkanocnych, żeby zdecydować, 
co zastosuję w tym roku, co trzeba dorobić, a co ewentualnie dokupić. 
Trafiłam niedawno przypadkiem na sklep Dajar, w którym było całe mnóstwo ceramicznych 
zająców, kurek, jaj, koszyczków itp. Wszystko proste w formie, w kolorach białym i szarym. Cudne! 
Ceny również przystępne. Polecam! Na pewno tam wrócę i na coś się zdecyduję :)



Pewnie w tej kolorystyce będzie mój świąteczny stół: 
dużo bieli, trochę koloru popielatego i naturalnego brązu. 
Koloru dodam jedynie kwiatami.
To moja przymiarka:





Do tego z pewnością dojdą wianki wiklinowe (może jako gniazdka), 
strukturalne białe jaja i szare jajka z kamienia. 
Co nieco trzeba jeszcze pomalować :)

Pozdrawiam - Elli


piątek, 13 marca 2015

Dekoracyjne mydełko - DIY


Ostatnio TK Maxx trafiłam na przepiękne mydełka:






Wyobraźnia zaczęła pracować. Postanowiłam zrobić coś w tym stylu we własnym zakresie :)
 Z góry uprzedzam wszystkich, którzy także spróbują zrobić własne mydełko, 
że trzeba się uzbroić w dużą dozę cierpliwości. 
Zaczęłam od starcia mydła na drobne wiórki:




Następnie umieściłam wiórki w kąpieli wodnej. Podobnie, jak rozpuszcza się czekoladę. 
Ale mydło nie rozpuszcza się tak szybko, jak czekolada. 
I tu właśnie trzeba dużo czasu i mieszania, mieszania, mieszania.
Gdy uzyskało konsystencję płynną, wylałam je do foremki do babeczek.


Poczekałam, aż ponownie zastygnie. W tę stronę na szczęście działa to szybko. 
I oto efekt, jaki uzyskałam:


 Nie jest tak piękne, jak to ze sklepu, ale jak na pierwszy raz - wyszło nieźle. Już wiem, że następnym razem zrobię hurtową ilość mydełek (jak już trzeba stać nad tym garnkiem, to nie po to, żeby uzyskać jedną sztukę), na pewno trzeba bardziej rozpuścić masę mydlaną, niż ja to zrobiłam, wtedy szczelniej wypełni zagłębienia w foremce i efekt na pewno będzie dużo lepszy.
Chodzi mi już mnóstwo pomysłów po głowie, bo przecież masę mydlaną można wzbogacić różnymi dodatkami (suszona lawenda, pachnące liście herbaty). Bogactwo kształtów także może być przeróżne, wszystko zależy od tego, jaką foremką się posłużymy. Kolor i wielkość także są dowolne. Oczami wyobraźni już widzę malutkie, różowe mydełka w kształcie różyczek. Zaczynam się nakręcać :)

Wraz z nadejściem wiosny życzę wszystkim przypływu kreatywności i chęci do prac wszelakich!
Elli



poniedziałek, 9 marca 2015

Kochane słońce!


Ostatnio byłam w nie najlepszej formie (psychicznej). Czułam ogólne zniechęcenie. Do wszystkiego. Do ludzi, do robienia czegokolwiek, do wychodzenia gdziekolwiek itd. Wena też mnie opuściła...
Ale wczorajszy piękny dzień na nowo obudził mnie do życia! Słońce od rana do wieczora robi swoje! Ciepełko też!
Chwalę się więc szybką metamorfozą (właściwie to bardziej odświeżenie, niż metamorfoza - mała zmiana, ale mnie bardzo cieszy):


To zwykła tekturowa tuba. Przechowuję w niej próbki tapet. Po przymiarkach we wnętrzu nie wyrzucam ich, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znowu się przydadzą. No i trochę ich przybywa. Tuba jest dosyć spora, nie ma jej gdzie schować. Więc skoro ma być na wierzchu, to niech przynajmniej wygląda estetycznie :)
Bo wcześniej wyglądała tak:


Pochwalę się jeszcze koszem metalowym za całe 16 zł zakupionym na allegro. Miał służyć do samochodu na zakupy (jest składany, a po złożeniu ma zaledwie 3 cm wysokości), ale na razie go próbuję w mieszkaniu. Bo i czasopisma wreszcie mogą być w jednym miejscu i na poduszki by się przydał :)







Chyba tu już zostanie. Przecież koszy nigdy nie za wiele :) Tylko poszewki pora wymienić, żeby nie odstraszać wiosny motywem choinkowym. Kilka punktów do wykonania mam - więc do roboty!

Elli




piątek, 6 marca 2015

Dylematy nad komodą


Wczoraj stanęłam w drzwiach do pokoju dziennego i zatrzymała mnie na moment myśl:
"jak ładnie ten kąt wygląda w słońcu". 


Spróbowałam uchwycić ten moment aparatem i teraz, gdy oglądam te zdjęcia, 
cały czas zastanawiam się czy pomalować komodę (np. na biało), 
czy zostawić ją w tym stanie, w jakim jest...



Mebel nie jest stary, tylko stylizowany, więc profanacji przy malowaniu nie byłoby, zyskałby z pewnością na delikatności, a i zdobienia można będzie lepiej wyeksponować.
Z drugiej strony, jak patrzę na te zdjęcia, to coraz bardziej podoba mi się w obecnej wersji.
Ale gdy patrzę na cały pokój, to stanowczo za dużo jest w nim brązu (już nie raz wspominałam, że mój mąż bardzo lubi ten kolor we wnętrzach i za nic nie daje się przekonać do innych wersji).


A u nas narożnik jest brązowy, meble brązowo-kremowe, dywan brązowo-kremowy. 
Jak dla mnie - stanowczo za dużo.



Ostatnio pod wpływem inspiracji z Waszych blogów i z neta wymyśliłam, że zostawię w tym pokoju 
w brązie tylko to, co konieczne. Czyli narożnik i brązowe elementy mebli. 
W miejsce kremowego chciałabym wprowadzić kolor biały. A w dodatkach trochę popielu i małe czarne elementy. Wtedy i wilk byłby syty (zostałoby trochę brązu) i owca cała (wprowadziłabym lekkie i jasne kolory, które lubię).
Przy tej koncepcji lepiej by było, żeby komoda była biała...
Och... już sama nie wiem. 
Ale nie spieszy mi się. Najpierw trzeba zająć się przedpokojem, który koniecznie trzeba odświeżyć. 
Ściany w łazience też wymagają malowania. 
I tak bez końca :)

Elli



poniedziałek, 2 marca 2015

Koronkowe pisanki


Ten pomysł chodził już za mną od jakiegoś czasu - tegoroczne jaja chciałam ozdobić koronką:



I jak nawiedzona, oczywiście pomalowałam je na kolor szary:





Są inne niż tradycyjne pisanki. Jeśli komuś się podobają i chciałby takie mieć, 
to kilka sztuk wrzucam do SKLEPIKU, a właściwie do Q-FERKA (klik), 
bo tak od jakiegoś czasu nazwałam to miejsce. 
Coś mnie naszło na personalizowanie - a to "Oaza", a to "Q-ferek"... 
Ciekawe, co jeszcze przyjdzie mi do głowy :)

Święta już za pięć tygodni. I chociaż według Kościoła są ważniejsze od Świąt Bożego Narodzenia, to nie budzą tylu emocji, nie stwarzają takiej euforii przygotowań, dekorowania, planowania. Nie mają tej magii. A może tylko ja tak czuję...

Pozdrawiam - Elli