piątek, 31 lipca 2015

Śpieszę donieść :)



Nie raz korzystałam z informacji na innych blogach o dostawie ciekawych artykułów do różnych sklepów. To bardzo przydatne informacje (bo nie trzeba cały czas latać po mieście) 
i wiem, że wiele czytelniczek z nich korzysta. 
Czemu się wcale nie dziwię :) Dlatego dzisiaj podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami:

W sklepie Duka pojawiły się tak popularne ostatnio słoiki z uchem, nakrętką i rurką.
Nie dość, że ładnie wyglądają, to można w nich podawać różne napoje:

np. koktajl:



albo wodę z owocami i ziołami:



albo kompot:


Podejrzewam, że w zimie na ciepłe napoje też się taki słoik przyda :)
To bardzo praktyczny gadżet, szczególnie dla osób, 
które często spożywają napoje na tzw. wolnym powietrzu. 
Jeśli ktoś jeszcze ma słój z kranikiem - osy mu nie straszne :)
Dodam, że nakrętki były zielone i czerwone, przynajmniej u mnie.

W tym samym sklepie są też czarne rurki w białe gwiazdki - jedyne 9,90 zł za 20 sztuk:



A propos bezpieczeństwa, a właściwie zdrowia - ostatnio czytałam, że należy unikać desek do krojenia plastikowych (ponieważ rysują się, w rysach zbiera się brud i bakterie trudne do usunięcia itd). 
Podobno najlepsze są drewniane (zwłaszcza bambusowe) 
i ceramiczne lub szklane (ale na nich nie można tłuc mięsa).
Przeszukałam swoje zasoby i znalazłam ceramiczną deskę w bolesławieckie wzory.
 Sama nie wiem, ile ona ma lat. Ale bardzo dużo. 
Drugą, z ptaszkiem (w rzeczywistości jest dużo ładniejsza niż na zdjęciu) nabyłam w TK Maxx. 
Są teraz w przecenie.



A, i jeszcze w sklepach "Społem" pokazały się fajne zakręcane włoskie butelki. 
Także w atrakcyjnych cenach (6,90 zł - 0,4 l i 9,90 zł - litrowa). 
Mniejsza przyda się na smoothie, a w dużej wygodnie przechowamy wszelkie napoje w lodówce.





To tyle na dzisiaj. Obiecuję, że będę się z Wami co jakiś czas dzielić takimi informacjami.
Oczywiście, jeśli gadżety wybrane przeze mnie podobają się Wam :)

Pozdrawiam Elli


poniedziałek, 27 lipca 2015

Butelki na napoje


Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam w TK Maxx takie oto pudełko:


A że cena była do zaakceptowania, nie zastanawiałam się zbyt długo nad zakupem.
W domu okazało się, że pudełko zawiera nie tylko piękne buteleczki, 
ale także kolorowe słomki i drewnianą tackę ze "skórzanymi" uchwytami.




Po przyjrzeniu się buteleczce, dostrzegłam na niej krowę i wtedy mój wzrok padł na:


Tak, na karton mleka :) Już wiecie, co zrobiłam? 
Pomalowałam butelkę w czarne łaty:




Kolejna moja myśl: czy tacka pasuje do słoiczków po jogurtach? Pasuje :) 
Będę mogła podawać desery, np. panna cottę.



Jeszcze się zastanawiam, czy nie pomalować tackę na biało 
(och, te moje zapędy do malowania...). 
Ale to może kiedyś. Na razie podoba mi się taka, jaka jest :)

Pozdrawiam serdecznie - Elli




piątek, 24 lipca 2015

Z wypoczynku też można przywieźć łupy :)


Mam nadzieję, że nie jestem w tym odosobniona. W czym? 
W szukaniu ciekawych rzeczy nawet podczas wyjazdów. 
Moim zdaniem jest to okazja, by kupić coś innego, niż w swoich okolicach. 
Albo trafić na okazje cenowe.
Nad naszym polskim morzem, wśród straganów pełnych plastikowych, tandetnych gadżetów znalazłam kilka ciekawych rzeczy.

Duży domek ceramiczny - będzie pasował do moich małych nabytych w Empiku:



Ptaszek ceramiczny - były różne rozmiary, chętnie przytuliłabym wszystkie, 
ale gdzie to wszystko pomieścić :)




Przecudne, proste koniki w stylu skandynawskim. 
Chyba z kamienia lub z betonu - są ciężkie i szorstkie.
Zastanawiam się, czy je przemalować. 
Ale na razie podobają mi się takie, jakie są:



Zestaw tych gadżetów już teraz sam w sobie jest dekoracją, a co dopiero, gdy je odpowiednio zaaranżuję :)


Trafiłam jeszcze dywanik 120x80 cm z kremowej bawełny z szarymi nadrukami.
Za jedyne 50 zł. Według mnie to była okazja. A może tylko tak mi się wydaje?






Oprócz tego drewniane jajka po 1 zł za sztukę - na Wielkanoc będą jak znalazł :)


i drewniana deseczka za 3 zł.
Już mam pomysł, co z nią zrobię. 
I nawet jak mi nie wyjdzie, to za te pieniądze nie będzie mi szkoda.



Nazbierałam piórek, szyszek, kamieni - nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać
 (szyszki wiadomo - na Boże Narodzenie):



Podobało mi się jeszcze kilka rzeczy, ale w ich przypadku powstrzymała mnie cena. 
Pokażę je jednak, jako przykład ładnych gadżetów wśród nadmorskiej tandety.
Choćby ta lampa, która po włączeniu daje bardzo ładny efekt. 
Czy nie wyglądałaby fajnie w pokoju wypoczynkowym nad morzem?



Rzeczy z muszelek zawsze trąciły kiczem. 
Ale gdy zobaczyłam tę lampę, zmieniłam zdanie.
Misternie ułożone muszelki w kształcie kwiatów dają nieoczekiwane efekty:



W tej lampce z kolei podobała mi się podstawa:



I przykład prostej w formie ceramiki, jako element kolorystyczny we wnętrzu:



Z tego wniosek? Można trafić na fajne dodatki, trzeba tylko dobrze się rozglądać.
 Nawet podczas wypoczynku :)

Elli


wtorek, 21 lipca 2015

Powrót z wakacji z niespodziankami



Wczoraj wróciłam z wypoczynku nad morzem. 
Jakież było nasze zaskoczenie, gdy zobaczyliśmy Wrocław pełen powalonych drzew. 
To efekt niedzielnej burzy. Podobno trwało to tylko 10 minut, a skutki są straszne.
Dalsze efekty poznaliśmy wchodząc do mieszkania - od kilkunastu godzin nie było prądu. 
Myślałam, że zrobię jakieś szybkie pranie, a tu nici z tego. 
Wzięłam więc szybki i zimny prysznic (ciepłej wody też nie było), założyłam jedyną uprasowaną sukienkę 
i poleciałam do Rynku spotkać się z koleżankami sprzed lat.
Kolejne bardzo miłe spotkanie :) Dziewczyny dziękuję!

Poprzednie dwa posty puszczałam z nad morza (na szczęście miałam przygotowane wersje robocze), wiecie jak to jest na wczasach z internetem. 
Teraz chcę czym prędzej prześledzić blogi moich koleżanek, 
dowiedzieć się, co w tym czasie działo się u nich.

A dzisiaj na szybko prezentuję poszewkę w szarościach ożywioną żółtą lamówką:





Prąd już jest, więc biorę się za rozpakowywanie, pranie, układanie itd.
Mam też zaległości w moich pracach manualnych. Pora wziąć się do roboty :)

Pozdrawiam - Elli



piątek, 17 lipca 2015

Mieszkanie w bieli - cz.2



Dziś dalszy ciąg wizyty u Magdy i jej męża. 
Zaglądamy do łazienki i do salonu, ale najpierw chciałam pokazać schody.
Schody, które według mnie są najpiękniejsze na świecie. 
Gdybym kiedyś miała dom, to wybrałabym do niego takie właśnie schody. 
No, może drewno byłoby trochę ciemniejsze :)





Łazienka jest całkiem spora, a zyskała na oddechu dzięki jasnym kolorom 
(płytki białe i biało-czarne, popielata farba na ścianach), 
ale także dzięki usunięciu z niej pralki.
Miejsce na to konieczne w domu urządzenie znalazło się pod schodami.




Salon na razie nie ma zbyt wielu mebli: wielka, ale to naprawdę wielka sofa, 
ciekawy, bo kolorowy, a jednocześnie stonowany dywan, 
szafka tv ze sprzętem oraz...



modernistyczny stolik, który zabrali z poprzedniego mieszkania 
(wszystko pozostałe zostawili najemcom).



I jeszcze ciekawostka. Magda przytuliła moje "panieńskie" szafki. 
Są z lat siedemdziesiątych.
Jej mąż dokonał dwóch różnych przeróbek (wcześniej szafki były takie same).
Pierwsza ma przemalowany korpus na biało 
(ja pomalowałabym też nóżki i wymieniłabym uchwyty),



druga w całości została potraktowana popielatą farbą.


Obydwie wyszły ciekawie, chociaż w całkiem innym stylu.
Cieszę się, że "młodzi" tak chętnie łączą nowe ze starym :)

Mieszkanie pachnie nowością i świeżością. 
Stopniowo będzie obrastać, jak u każdego z nas, w meble, dodatki, gadżety.
Właściciele jeszcze nie są zdecydowani co do funkcji i podziału pomieszczeń.
Mówią, że chcą pomieszkać i poczuć, co będzie najlepsze - sypialnia na dole, czy na górze? 
A może salon przejdzie na dół? A jak pojawi się dziecko? Gdzie urządzić jego pokój?
 To wszystko przyjdzie z czasem...
Mam nadzieję, że w miarę dokonywanych zmian, będę miała jeszcze niejedną okazję,
 aby zrobić zdjęcia i zaprezentować je na blogu.

I jeszcze coś, co pewnie wywoła uśmiech na niejednej twarzy.
Ponieważ jestem kociarą, uważam, że w żadnym mieszkaniu 
nie powinno zabraknąć kota.
Przedstawiam Wam trzeciego mieszkańca - Andrzeja:


Pojemnik z trawą pięknie dekorował drewniany blat stołu.
Ale Andrzej stwierdził, że trawka jest świetnym legowiskiem (chociaż ciut małym) 
i wylądowali razem (Andrzej i doniczka) na progu balkonu :)

Elli