piątek, 29 kwietnia 2016

Mam szczęście :)



Wrocław to spore miasto, a ja mieszkam przy jednej z większych ulic w tym mieście.
Na szczęście mój blok jest trochę cofnięty i od ruchu ulicznego dzieli go spory skwer.
Dzięki temu widok z okna małego pokoju mam taki 
(tam dalej, za tymi drzewami pędzą auta):


Z kuchni, której okna wychodzą na tę samą stronę, widzę piękne drzewo, 
które rośnie na moich oczach i gdy wypuści liście zasłania wszystko 
(zimą widzę numery na tramwajach, który przejeżdżają, 
teraz nie widzę nawet tramwaju):


To była zachodnia strona świata.
Z kolei balkon wychodzi na południe i widok z niego też nie jest zły.


A gdy się z niego wychylę, u dołu mam to - ogródek sąsiadującej willi poniemieckiej:


Okno dużego pokoju skierowane jest na wschód, 
a pod nim rozpościera się spore podwórze z trawnikiem, ławeczkami, piaskownicą.
 Dalej jest jeszcze pas ogródków i dopiero zabudowania kolejnej ulicy.


Pamiętam, jak niedawno pewna osoba powiedziała mi, 
że u niej w domu ładny jest tylko widok za oknem.
Teraz już tak nie jest, bo wnętrza możemy zmieniać. 
Mamy na to wpływ.
Na widok za oknem niestety nie. 
W naszej Oazie, chociaż to malutkie miasteczko, 
z jednej strony za oknami postawione są bloki. 
Nieduże, ale widok mamy na betonową ścianę.
Tym bardziej cieszę się z tego, co mam tutaj, we Wrocławiu :)
A Wy? Jakie macie widoki ze swoich okien?

Elli



poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Jak samemu przetapicerować fotel - diy




Nie jestem doświadczonym tapicerem. 
Do tej pory materiałem pokryłam kilka mebelków 
(jesli ktoś chce je obejrzeć, to zapraszam do zakładki PRZED i PO 
- tam znajdziecie przykłady moich przemian). 
Pewnie jest wiele osób mających więcej umiejętności, doświadczenia. 
ma najwięcej odwiedzin z całego mojego bloga 
i skoro do dzisiaj tam zaglądacie, chociaż napisałam go ponad rok temu, 
to dla mnie sygnał, że jest zapotrzebowanie na tego rodzaju opisy.


Chętnie więc podzielę się z Wami moimi wrażeniami 
(pozytywnymi i negatywnymi) z tego typu prac.
Na tapetę wzięłam mojego wymarzonego "ludwika".
Pierwszą jego przeróbkę opisywałam  TUTAJ


Wtedy pomalowałam go farbą AS kolor Paris Grey, 
zdobienia przesmarowałam ciemnym woskiem AS, 
resztę woskiem bezbarwnym tej samej firmy. 
Jako tapicerki użyłam grubej bawełny, której kolor mi po prostu pasował.


Niestety po jakimś czasie farba na podłokietnikach zaczęła się brzydko wycierać,
ukazując pierwotny kolor drewna, który mi się wcale, ale to wcale nie podobał.


Poza tym coś się wylało na siedzenie i okazało się, 
że niestety nie każdego materiału można do tego celu używać.
Zwykła bawełna wchłonęła płyn i plama była nie do usunięcia :(


Zdemontowałam więc wszystko i prace rozpoczęły się od nowa.
Tym razem przeszlifowałam drewno (na ile się dało) drobnym papierem ściernym.
Następnie pokryłam czarną farbą akrylową.


Wybrałam materiał typowo tapicerski. 
Jest gruby, sztywny i pokryty warstwą, która z pewnością zapobiegnie zalaniu.
Żeby zrobić oparcie, trzeba najpierw przyszyć takerem materiał tak, 
żeby prawa strona materiału była widoczna od tyłu, 
a zszywki przyszywamy od przodu we wgłębieniach.
W zrobieniu formy bardzo pomaga stara tapicerka.
Jeśli demontujecie ją z mebla, nie wyrzucajcie wszystkiego od razu.
Najlepiej od tych kawałków wykroić nowe.


Następnie materiał podwinęłam do środka i jeszcze raz przeszyłam od przodu
(żeby postrzępione krawędzie nie wychodziły na zewnątrz).
Tak fotel wygląda z tyłu po tym zabiegu:


Od przodu przykładam gąbkę dociętą do kształtu oparcia:


Na gąbkę położyłam drugą warstwę materiału, tym razem wzorem do przodu:


I znowu przetakerowałam dookoła:


Materiał lepiej jest wyciąć z większym zapasem:


Po umocowaniu materiału, 
jego nadmiar trzeba przyciąć nożyczkami z bardzo ostrymi czubkami:


Poprzednia wersja fotela wykończona była ćwiekami. 
Ćwieki nie do końca się sprawdziły (choć na pewno są bardzo dekoracyjne),
gdyż w trakcie ich montażu okazało się, 
że nie wszędzie jest dojścieżeby je zamocować 
(trzeba używać młotka, a młotek nie wszędzie się zmieści, np. pod poręcz).
Zatem polecałabym ich użycie w meblach o bardzo prostej formie.
Dlatego tym razem postanowiłam użyć taśmy dekoracyjnej tapicerskiej:


Do mocowania taśmy miałam użyć kleju na gorąco, 
ale trafił w moje ręce klej polimerowy uniwersalny 
i muszę przyznać, że spisał się bardzo dobrze.
Jego czas wiązania jest bardzo podobny jak kleju na gorąco, 
jest również bezbarwny, a ma jedną przewagę - jest zimny. 
Więc trochę łatwiej jest go używać.


Na zdjęciach widać szpilki, których używałam do przytrzymania taśmy.
Później zobaczyłam, że nie są potrzebne, bo klej od razu trzyma taśmę.
Jedynie w bardziej wrażliwych miejscach (typu "zakręty") 
można ich użyć dla pewności.


Oto fotel z nową farbą, nową tapicerką i nową taśmą:


Siedzisko fotela robimy analogicznie, jak oparcie.
Nie zmieniałam nic wewnątrz (oprócz gąbki). 
Jedynie taśmy tapicerskie mocniej naciągnęłam.
Resztę zamocowałam tak jak było.
I tu uwaga!
Jeśli demontujecie wszystko, tak jak ja to zrobiłam 
- róbcie sobie zdjęcia kolejnych etapów demontażu, 
żebyście potem wiedzieli, jak wszystko zamontować z powrotem.
To niby oczywiste, niby się wie, ale gdy minie kilka dni - różnie bywa. 
Wiem coś o tym :)

PO

Tak wygląda mój Ludwik w całej okazałości po zakończeniu prac (u góry),
a tak wyglądał, gdy go zakupiłam (u dołu):

PRZED
Jak widzicie, to jego trzecie oblicze. Ciekawe, czy ostatnie :)
Nie zarzekam się, bo wiem, że ze mną różnie bywa.

Oto moje trzy wnioski dotyczące tej metamorfozy:

1. Farby kredowe (czyli nie wymagające wcześniejszego szlifowania mebla) dobre są do mało eksploatowanych mebli. Na często używanych szybko się wycierają, co nie zawsze daje efekt "shabby chic" i nie zawsze ładnie wygląda.

2. Do tapicerowania używamy materiałów tapicerskich, jeśli chcemy, żeby nam dłużej posłużyły.

3. Do wykończenia prościej jest użyć taśmy tapicerskiej, ćwieki sprawdzą się w prostych meblach.


Będę zadowolona i dumna z siebie, 
jeśli ten post pomoże chociaż jednej osobie 
w wykonaniu własnej metamorfozy wymarzonego mebelka :)

Elli



piątek, 22 kwietnia 2016

Poszewka granatowa




Dawno, dawno nie pokazywałam na blogu poszewek na poduszki.
Co wcale nie znaczy, że takowe nie powstają.
Po prostu jest tyle innych tematów, którymi chcę się z Wami podzielić,
że temat poduszkowy po prostu czeka w kolejce.
Ale podusia, którą dzisiaj prezentuję jest wyjątkowo udana...






.... no i pasuje do "niebieskiego pokoju", który już dobrze znacie :)
Urzekła mnie gra kolorów użytych w płatkach kwiatowych,
do tego tło w kolorze naturalnego lnu. 
Żeby nie zaburzyć tej harmonii na tył dałam gładki naturalny len,
a na brzegach granatową lamówkę.
Bardzo jestem zadowolona z efektu :)
A jak Wam się podoba?

Elli



poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Gastro mnie chwyciło



Z wczorajszego obiadu zostało trochę pieczonych udek kurczaka.
Oddzieliłam mięso od kości 
i jakoś tak na stole zebrało mi się trochę różnych produktów :)
Na tyle apetycznych, że zachciało mi się nie tylko dobrego jedzonka, 
ale i fotografowania :)







Co z takich składników można stworzyć?
A chociażby to:


Nakładamy na talerz to, co akurat mamy w kuchni.
Bardziej pasowałyby pomidorki koktajlowe, ale ich nie miałam, 
a pokrojony pomidor smakuje podobnie.
Nie lubię oliwek (zostawiłam je dla męża), za to dodałam trochę winogron.


Czy u Was też jest takie piękne słońce od rana?
W taki dzień aż chce się działać, więc dzisiaj już sporo zrobiłam.
I o tym już wkrótce na blogu.
Smacznego i słonecznego dnia Wam życzę :)

Elli



piątek, 15 kwietnia 2016

Niespodziewane malowanie - komody i ławy



Zupełnie nieoczekiwanie wpadło mi zadanie pomalowania 
dwóch mebelków w wynajmowanym mieszkaniu.
Najemca w pierwszej chwili chciał, żeby właściciel je zabrał, 
ale poprosiłam, by najpierw spytał, czy można je pomalować. 
Okazało się, że można :)
Bo przecież oddać to żaden problem, ale co w zamian? 
Kupować nowe? Do wynajmowanego mieszkania?
Bez sensu.


 

Cały dół ławy pomalowałam na czarno.
Dzięki temu zniknęły plastikowe, brudno-kremowe 
oraz niklowane, zniszczone elementy.


Blat został pomalowany kolorem "szarość zen" firmy Dulux,
żeby dopasować się do pozostałych mebli.


Czarny wzór na blacie to nawiązanie kolorystyczne do podstawy ławy,
ale także namiastka obrusa, którego młody mieszkaniec nie cierpi,
więc już teraz nie będzie musiał kłaść :)

Na zdjęciu poniżej jest ława "przed".
Nie widać szczegółów, ale naprawdę wyglądała tragicznie.

PRZED


Drugi mebel to komoda, 
która młodej osobie płci męskiej nie podobała się jeszcze bardziej niż ława.
Ja widziałam w niej potencjał.

PRZED

Pomalowałam ją tym samym kolorem, co ławę.
Czarne są nóżki, gałka i cyferki na szufladach.



Na dodatek szafka kryła w sobie niespodziankę.
Po otwarciu górnej części z kluczykiem 
(która wyglądała na szufladkę, a szufladką wcale nie była),
ukazały się ukryte szufladeczki i jakiś blat nad nimi.



Pociągnęłam za blacik sądząc, że to coś w rodzaju pomocnika.



Tymczasem blat uniósł się do góry i moim oczom ukazało się lustro:


Super sprytna toaletka!
Takiego mebla jeszcze nie widziałam :)
Jeśli w tym mieszkaniu pojawi się kiedyś kobieta,
na pewno ucieszy się z takiej niespodzianki.
A ja cieszę się, że uratowałam taki super mebelek przed zagładą :)

Elli






poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Prace balkonowe czas zacząć





Taki malutki balkonik, niby nic, a trzy duże worki śmieci z niego wyniosłam.
Tak, wreszcie wzięłam się za jego sprzątnięcie. 


Usunęłam wszystkie stare rośliny, umyłam regał metalowy, 
zdjęłam drewniane kratki z podłogi, 
wyczyściłam każdą z nich i to, co było pod nimi. 
A było tego, oj było.
Drewniane deszczułki miejscami straciły swój piękny brąz.
Musiałam je na nowo zabezpieczyć ciemnym woskiem.
No i nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie pomalowała.




Nowy image dostały wiklinowe osłonki oraz sypiąca się konewka.
Wcześniej tak wyglądały:



W bieli są też doniczki (także przemalowane), ale te zaprezentuję dopiero z kwiatami.
Postanowiłam, że w tym roku będzie królowała biel (osłonki, doniczki, kwiaty) 
i brąz (wiklinowa osłona, drewniana podłoga) 
oraz miedź (naczynia miedziane w roli osłonek i dekoracji).
Teraz nie pozostaje nic innego, jak zaopatrzyć się w zieleń.
Mam nadzieję, że już niedługo spoza niej nie będzie widać sąsiadujących bloków.

Na razie staram się, żeby chociaż odrobina zieleni była w mieszkaniu:



Czasem wystarczy jeden kwiat lub gałązka. 
Moja kwiaciarka już się nie dziwi, 
gdy zamiast kwiatów kupuję gałązkę gipsówki lub jeden duży liść :)



Lubię też nietypowe kształty wazonów i wazoników.
A gdy jeszcze można je kupić okazyjnie lub przemalować,
satysfakcja jest podwójna.


Chcę już ciepełka, więc przywołuję wiosnę jak mogę :)
Pozdrawiam wszystkich słonecznie!

Elli