poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Sernik inaczej podany



Podczas wyjazdu wakacyjnego miałam trochę czasu na przejrzenie tzw. "babskich" czasopism.
W jednym z nich trafiłam na zdjęcia i przepis "sernika na zimno do góry nogami".
Przyznam, że bardzo mi się spodobała ta forma podania i stwierdziłam,
że moja malowana na biało patera idealnie taki sernik zaprezentuje.



Cały dowcip polega na tym, że masę serową wylewamy do jakiegoś naczynia do zastygnięcia
(ja wylałam do okrągłej miski, ale myślę, że jeszcze ciekawszy efekt byłby w ładnej formie do baby),
na zastygniętą masę wylewamy galaretkę, 
a po scaleniu się całości, wykładamy do góry nogami na ładny talerz
(tak, żeby galaretka była u dołu).
Całość polewamy musem lub sokiem i dekorujemy owocami.







Z przepisu gazetowego nie skorzystałam, 
bo mam swój, wypróbowany i nie zamierzam go zmieniać.
Gdyby jednak ktoś chciał skorzystać z mojego, to proszę bardzo:

- pół kostki masła
- 1 szklanka cukru
- 1 całe jajko
- 1 żółtko
- 2 łyżki żelatyny
- pół kilo twarogu półtłustego

Masło, cukier, jajko  i żółtko ubijamy w malakserze na puszystą masę, 
następnie stopniowo dodajemy kawałki sera, cały czas miksując.
Na koniec dodajemy żelatynę rozpuszczoną w małej ilości wody.
I już :) 
Dalej postępujemy według opisu na początku posta 
lub po prostu tradycyjnie wylewamy do formy i na wierzch dajemy galaretkę.
Oczywiście można dodać do środka rodzynki, bakalie - według uznania.
Świetny deser na upały, bo nie wymaga pieczenia i jest zimny :)
Smacznego!

Elli






czwartek, 25 sierpnia 2016

Nowinki w łazience



Moja seria postów o łazience odnowionej za pomocą farb do malowania kafli
cieszy się niesłabnącym powodzeniem. 
Bardzo mnie to cieszy, bo wiem, 
że nie wszyscy (z różnych powodów) mogą sobie pozwolić na remont kapitalny łazienki, 
a diametralna zmiana łazienki za pomocą farby jest w tej sytuacji dobrym wyjściem.
Kto jeszcze nie widział, tego zapraszam:

Podczas metamorfozy nie wymieniłam baterii umywalkowej.
Z prozaicznych powodów - zakup w miarę ładnej i niedrogiej baterii ściennej nie jest prosty.
Aż w końcu trafiłam! 
Jest! 
Biała! Śliczna!





W Kik-u zakupiłam nowe ręczniki - białe w czarne wzory. 
Nie mogło być inaczej!







Przyznam się, że za każdym razem, 
gdy wchodzę do tej odnowionej łazienki - mam wielkiego rogala na buzi.
Tak niewiele trzeba było, żeby to wnętrze odmienić :)

Pozdrawiam!

Elli








poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Lampa ze stojaka




Dzisiaj obiecana w poprzednim poście kolejna zdobycz altankowa.
W poście sprzed dwóch miesięcy (TUTAJ) pokazywałam Wam stojak do urządzeń geodezyjnych.
I chociaż mój tato bardzo protestował: że to się nie nadaje do mieszkania, 
że ma ostre końce nóg i będzie rysować podłogi, 
że to pasuje tylko do ogrodu, nigdzie więcej 
- w końcu uległ i przerobił ten nieszczęsny stojak w zakresie elektryki.


PRZED

PO
Ja dodałam trochę farby szaro-beżowej oraz czarnej 
i wyszła z tego taka oto lampa.



PRZED

PO
Abażur znowu tymczasowy - taki, jaki akurat miałam w Oazie.
Pora wybrać się na zakupy, bo już dwa abażury są mi potrzebne :)
A do tej lampy myślę, że będzie pasował wysoki, czarny.


PRZED

PO

PO

Końcówki nóg okazały się wcale nie takie ostre - nie rysują podłogi.

Przypomniała mi się lampa stojąca z mojego rodzinnego domu, którą zrobił nikt inny, tylko właśnie mój tato. Od A do Z, w czasach komunizmu, z niczego. Pamiętam, że miała dwa blaciki: większy i mniejszy oraz z boku koszyk-kieszeń na gazety i mieszkała w naszym domu dosyć długo. Gdy byłam nastolatką, przerobiłam jej abażur - zrobiłam wg starej formy z brystolu i pomalowałam na kolory pasujące do pokoju. 
Lampy już dawno nie ma, ale zmysł do przeróbek po kimś mi pozostał :)))

Pozdrawiam
Elli




czwartek, 18 sierpnia 2016

Stare krzesło ogrodowe





Pokazywałam Wam jakiś czas temu (TUTAJ) krzesło ogrodowe (ZDOBYCZNE!) 
zamalowane brązową farbą olejną.
Krzesło ma około 40 - 50 lat (albo i więcej). 
Podobne są dziś do nabycia w Ikea.
Ale co stare, to stare :)
Wystarczyło mu trochę kosmetyki i pięknie uzupełnia kącik w ogródku:










PRZED
Oj, za ten kącik ogródkowy u rodziców też chyba będę musiała się wziąć :)
Ale to już w przyszłym roku.
W altance, w której znalazłam prezentowane krzesło, 
jest jeszcze taki sam składany metalowy stołek. 
Niestety, sam stelaż - trzeba dobrać deski na siedzenie.
Ale myślę, że uda się go też uratować :)
A w następnym poście zaprezentuję inną altankową zdobycz po przeróbce.
Już dzisiaj zapraszam :)

Elli






poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Niespodzianka



Uwielbiam takie chwile - mąż woła mnie do kuchni, a tu na stole taka niespodzianka :)))))


Halibut z kurkami w śmietanie na szpinaku baby.



Kurki były przepyszne - przepis jest tajemnicą przygotowującego :)
Mój mąż jest specjalistą od ryb, więc jest oczywiste, że halibut był przedni.


Brak mi słów, więc nic już nie napiszę :)
Pozdrawiam - Elli




czwartek, 11 sierpnia 2016

Dobre strony wyjazdów




Trochę w ostatnim poście ponarzekałam,
a przecież wyjazd był w sumie bardzo udany.
Dzisiaj więc o tych dobrych stronach.
Podczas wyjazdów zwracam uwagę nie tylko na detale architektoniczne, urbanistykę, 
ale także buszuję po wszelkiego rodzaju bazarach, second handach, targach, namiotach.
Jak je zwał, tak zwał - chodzi o miejsca, gdzie okazyjnie można coś fajnego kupić.
W tamtym roku też pokazywałam Wam moje perełki TUTAJ,
a dzisiaj prezentacja tegorocznych łupów:


Najbardziej jestem zadowolona 
z bardzo dużych (średnica 33 cm) drewnianych talerzy po 10 zł za sztukę.


Wzięłam cztery, bo wymyśliłam dla nich wielorakie zastosowanie.


Oprócz takich oczywistości, jak serwowanie na nich owoców, czy serów, 
chcę podawać na nich zapiekanki prosto z pieca w gorących naczyniach, 
a także będą służyły jako podkładki pod zastawę stołową.
Zastosowań pewnie znajdzie się jeszcze więcej 
i pewnie będę żałowała, że kupiłam tylko cztery :)



Zauroczyły mnie te buteleczki z uszkiem i z rurką po 3 zł za sztukę.


Dzisiaj podałam w nich kisiel cytrynowy :)


Takich słoików jest w tej chwili wszędzie zatrzęsienie.
I to w coraz niższych cenach
(ja swój pierwszy kupowałam za ok. 20 zł).



Gdy zobaczyłam fioletowy i w dodatku po 4 zł - nie mogłam się oprzeć.
Taniej już chyba się nie da.


Trafiły mi się także duże paczki (50 szt.) serwetek w kolorze lnu i czarnym po 2 zł.
Ich nigdy nie za wiele.


Jestem wyczulona na kolor biały, czarny i szary. 


Biało czarna kosmetyczka nie mogła umknąć mojej uwadze - 5 zł.


No i literki. 
Duże, drewniane, z uchwytem do powieszenia. 
W tk maxx za taką zapłaciłam 20 zł po przecenie.
Te były po złotówce. 
Chciałam ich nabrać całe mnóstwo, ale resory by tego nie wytrzymały.
Kolory oczywiście do zmiany.

Żeby nie było, że na urlopie tylko za zakupami latam, informuję, że
- korzystałam ze słońca (dowody na cały ciele)
- dużo spacerowałam
- przeczytałam książkę (400 stron)
- trochę szydełkowałam
Nie mówiąc o grilowaniu, drinkach i takich tam...
Zakupki to tylko taki bonus :)

Pozdrawiam Was serdecznie!
Elli






poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Jak pech, to pech :(



Właśnie zaliczyłam dwutygodniowy wyjazd nad morze.
Nie chciałam, żeby osoby zaglądające do mojego bloga odczuły, 
że nie ma mnie tyle czasu.



Przygotowałam więc wersje robocze kolejnych postów,
zabrałam ze sobą laptopa i mobilny internet.
Mój plan był taki - publikować przygotowane posty tak jak do tej pory,
czyli dwa razy w tygodniu.
Zupełnie zapomniałam, że od jakiegoś czasu laptop informował mnie, że
"Google Chrome wkrótce przestanie aktualizować się na tym komputerze, 
bo nie będzie już zgodny z Widnows XP ani Windows Vista".
Ponieważ słowo "wkrótce" nie określa bliżej terminu, 
zbagatelizowałam ten komunikat.
No i google przestał się aktualizować dokładnie w pierwszych dniach wczasów.
Nawet nie przypuszczałam, 
że tyle stron jest powiązanych z google, w tym wiekszość blogów.
Mój blog otwierał się jakiś zniekształcony, bez możliwości zalogowania.



Wyjściem z sytuacji było korzystanie grzecznościowe z innego laptopa 
w zamian za udostępnienie mobilnego internetu.
Miałam więc znowu możliwość wejścia na bloga, opublikowania posta, 
przejrzenia komentarzy.
Natomiast nie chciałam nadużywać tych możliwości, 
więc korzystanie z internetu w szerszym zakresie było raczej niemożliwe.


I wiecie co wtedy się stało?
Mój mobilny internet grzecznościowo wykorzystywany 
przez właściciela sprawnego laptopa, 
szybko wyczerpał swój limit i drastycznie zmniejszył prędkość. 
Jednym słowem klapa, koniec, zero :(


Dlatego wybaczcie mi moją ograniczoną obecność w blogosferze w ostatnim czasie.
Już wróciłam, już nadrabiam zaległości :)
Jednocześnie bardzo dziękuję za wszystkie wizyty
(a było ich znacznie więcej niż zazwyczaj).

***

Wracając do wakacyjnych i wyjazdowych tematów:
nie wiem, czy jestem jakaś "zboczona", 
ale moją uwagę przyciągały takie rzeczy:



Bardzo pomysłowe ławki - w drucianym koszu umieszczone szare i białe kamienie, 
całość przykryta szarymi deskami.
Dla mnie rewelacja!



Albo chodnik z kolorowych kostek brukowych.
Zazwyczaj stosuje się jeden kolor kostki, góra dwa.
A tu naliczyłam co najmniej 6 kolorów.
Zdjęcie było robione zaraz po deszczu - wtedy kolory są bardziej wyraziste.
Gdy wyschną, robią się bardziej stonowane i delikatne.
I w takiej, i w takiej wersji kompozycja jest bardzo ciekawa :)




Albo zwykłe Ikeowskie krzesła i stoły, przemalowane na różne kolory.
Czyż nie zachęcają do skorzystania?



Ogródek przy jednej z restauracji wyposażony jest w czarne meble 
z drewnianymi blatami i siedziskami.
I nie było by w tym nic oryginalnego, gdyby nie dodatek w postaci 
malinowych poduszek na siedziskach i równie malinowych surfinii 
w wielkich donicach otaczających ogródek.
Zdjęcie tego nie uchwyciło, ale ten intensywny kolor 
bardzo ożywił wnętrze i dodał mu charakteru.
Świetny pomysł do zastosowania na balkonie lub tarasie :)
Czy Wy też zwracacie uwagę na takie szczegóły? 

Elli