sobota, 26 listopada 2016

Jak tanio udekorować mieszkanie



Dekoracje to taka kropka nad  "i"  w urządzaniu wnętrz. 
Bez nich wnętrze jest puste, bez wyrazu, bez charakteru.
Często spotykam się ze stwierdzeniem, 
że "na dekoracje nie starczyło już pieniędzy"
(bo remont pochłonął za dużo finansów).
Moim zdaniem jest to tylko wykręt, 
bo za pomocą kilku niedrogich rzeczy 
i własnych rąk można stworzyć naprawdę przyjemny nastrój.
Bardzo pomocne w tym zakresie są półki na zdjęcia.
Przywiercamy je tylko raz i w dowolny sposób możemy zmieniać ich zawartość.
Już nie musimy wiercić nowych dziur przy każdej zmianie obrazka.


Wykorzystałam taką półkę (wersja krótsza - 55 cm)  w łazience w Oazie.



Wersja dłuższa - 115 cm, znalazła swoje miejsce w jadalni Joli.


Po czym, przed świętami Jola wykorzystała te półki na swój sposób :)

Jak widać, możliwości ich wykorzystania jest wiele, 
dlatego nie wahałam się ich użyć w moim najświeższym projekcie,
czyli przy dekorowaniu kącika sypialnego.
Połączyłam dwie półki: krótszą i dłuższą.









Obrazki na półkach są moim dziełem. 
W jednym wkleiłam piórka, w drugim ususzone liście.
W mniejszych wykorzystałam fragmenty tapety,
Do tego kwiatek z balkonu, wazonik z ususzoną gałązką,
grzybek-dziadek do orzechów - i dekoracja gotowa.
No jeszcze jest lustro z okiennicami z Netto i poroże przeze mnie pomalowane.
Ale to uzupełnienie, bez którego też byłoby ładnie.
Nie ograniczajmy naszej wyobraźni!
Tym bardziej, że niedługo święta i dopiero będzie można zaszaleć.
I takiego szaleństwa sobie i Wam życzę :)

Elli



sobota, 19 listopada 2016

Prawdziwe (nocne) oblicze kącika sypialnego



Prawdziwe - czyli to w wersji do spania. 
Bo ostatnio przedstawiłam Wam wersję sofy złożonej.
A ta wersja jest sporadyczna.
Na co dzień sofa jest oczywiście rozłożona,
a pościel przykryta jest patchworkiem (tym razem materiałowym).


W wersji dziennej nie widać zagłówka zawieszonego na ścianie.
Chowa się całkowicie za oparciem.
Dopiero po rozłożeniu sofy jest widoczny.


Właściwie nie wiem, czy powinnam go nazywać zagłówkiem, 
bo nie jest za głową tylko wzdłuż boku.
Pomimo, że jest dosyć gruba tapeta na ścianie, 
jakoś niefajnie było mieć z boku zimną (bo graniczącą z klatką schodową) ścianę.
Stąd pomysł odizolowania się od niej.



Do wykonania zagłówka wykorzystałam bok zdemontowanego regału, 
który sąsiadował wcześniej z szafą.


Obicie zagłówka z daleka wygląda na gładkie, 
ale w rzeczywistości wyszyty ma delikatny wzór w tym samym kolorze.


Uwielbiam mój nowy kącik sypialny.
Wykorzystuję go zarówno w nocy, jak i w dzień.


Tutaj najlepiej czyta się prasę....


...i stąd najlepiej ogląda się telewizję.
Jest więc wielofunkcyjny, co bardzo mi odpowiada :)

Elli


Tych, co nie widzieli, jak ten kącik wyglądał "przed", 
zapraszam do poprzedniego posta :)



piątek, 11 listopada 2016

Wreszcie jest - mój kąt sypialny



Mój kąt sypialny uczy mnie cierpliwości,
Związany jest z ciągłym oczekiwaniem. 
Pomieszczenie malowałam i tapetowałam jeszcze we wrześniu 
(pisałam o tym TUTAJ)
Spanie też zakupiłam już wtedy i w zasadzie od tamtej pory z niego korzystamy.
W tym czasie czekałam na mebel robiony na zamówienie.



Jego wykonanie trochę się opóźniało, 
a był kluczowym elementem tego pomieszczenia,
ponieważ właśnie w nim chciałam pomieścić większość rzeczy 
ze zlikwidowanego regału.
W październiku mebel już był, ale moja cierpliwość znowu była wystawiona na próbę.
Tym razem czekałam na moment, w którym mój mąż będzie miał czas i natchnienie, 
żeby nawiercić otwory na półki i dekoracje.
Wiele rzeczy w domu robię sama, 
ale na działania z wiertarką udarową się nie odważę :)
W międzyczasie szykowałam różne dekoracje (możecie przeczytać o tym TUTAJ)
W listopadzie doczekałam się wiercenia.
Wędrówkę "po" wykonałam przy sztucznym świetle, 
bo gdybym miała czekać na słoneczny dzień  przy obecnych moich ograniczeniach czasowych - 
pewnie zdjęcia wykonane byłyby dopiero na wiosnę.
Zapraszam Was do porównań "przed" i "po":


PRZED

PO
Sofa została odsunięta od zimnej ściany okiennej, 
a to miejsce wypełnił wspomniany wcześniej mebel.
Dół to bardzo głębokie szuflady, na górze mieszczą się otwarte półki.
Jeszcze pracuję nad dekoracjami na blacie mebla 
(nie mogę się ostatecznie zdecydować, co na nim umieścić, 
bo klatka i lampka razem, to stanowczo za dużo).


PRZED

PO
Kluczową zmianą było pozbycie się bardzo niewygodnej do spania wersalki po moim synu.
W to miejsce zakupiłam sofę z Ikea, 
która rozkłada się na równe łóżko z całkiem porządnym materacem.
Nie zdecydowaliśmy się na tradycyjne łóżko, 
bo pokój ten służy również do innych celów.
I gdy potrzebne jest nam miejsce, po prostu spanie składamy do pozycji sofy.
Ścianę nad łóżkiem/sofą wykleiłam tapetą w marokański wzór.
Do tego półka na zdjęcia, do której przymocowałam lampkę nocną.



PRZED

PO
Regał przylegający do szafy został przeze mnie zdemontowany i usunięty.
Boczną deskę wykorzystałam, ale o tym w innym poście.
Dzięki temu zabiegowi można było odsunąć sofę od okna.
Nie zdecydowałam się na gotowe pokrycie sofy z Ikea,
bo w sumie bardzo rzadko będzie złożona.
Za to świetnie tu pasuje wymiarowo i kolorystycznie
 mój SZYDEŁKOWY PATCHWORKktóry zabrałam z sypialni w Oazie.


PRZED

PO
Szafę pomalowałam na biało, a drzwi okleiłam tapetą z motywami leśnymi
(ukłon w stronę męża - niedoszłego leśnika).






Przy każdym łóżku potrzebny jest stolik (na budzik, piloty itp.)
Zastanawiałam się nad odnowionym na WARSZTATACH stolikiem
oraz nad koszem na bieliznę zakupionym w Pepco 
(na który położyłam drewniany plaster jako blacik).
Ostatecznie wybrałam tę drugą opcję, 
bo spełnia dwie funkcje: stolik i pojemnik na poduszki i koc.
No i stylem bardziej pasuje do tego wnętrza.
A okrągły stolik pojechał do Oazy :)

Cały czas pracuję jeszcze nad dekoracjami do nowego kącika.
Ale o tym w następnym poście już wkrótce :)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję, że do mnie zaglądacie 
mimo, że rzadziej się tu pokazuję :)

Elli


sobota, 5 listopada 2016

Wspomnień o "hendmejdach" ciąg dalszy



W poprzednim poście wspominałam sobie, 
jak to było z urządzaniem wnętrz kilkadziesiąt lat temu.
Nawet nie przypuszczałam, że pamiętacie te czasy.
Sądziłam, że nosiłyście wtedy pieluchy ;)
Sklepy były puste, 
więc trzeba było sobie radzić samemu nie tylko z urządzaniem wnętrz,
ale także z ubiorami.
Niejako zmuszało nas to do kreatywności i oryginalności.
Dzisiaj więc dokumentuję w pamiętniku moich wytworów (którym jest ten blog) 
poczynania w tym zakresie.


Powyżej samodzielnie przeze mnie uszyta spódnica z kory z bawełnianą koronką.



A tu nie dość, że samodzielnie uszyta lniana spódnica,
to jeszcze dookoła wykonałam na niej haft.
Ot, taki płotek z kwiatkami :)



Potem coraz śmielej szyłam już całkiem skomplikowane sukienki.
Ta powyżej ma karczek z lamówką w kontrastowym kolorze i falbanką.
Całość dopasowana do talii, a dół z pełnego koła.
Sprawa była o tyle prosta, że mieszkając z siostrą pod jednym dachem
(która to siostra miała identyczne wymiary jak ja),
miałam na kim dokonywać przymiarek.
Bo przecież sama na sobie nie mogłam przymierzyć, 
dopasować, przyfastrygować itd.



A tu muszę się pochwalić - na ślub siostry uszyłam sobie spódnicę i żakiet.
Nieskromnie dodam, że chabrowa bluzka i malinowa sukienka to także moje wykony.

Dziś już nie dokonuję takich cudów,
bo po pierwsze: nie mam na kim dokonywać przymiarek
(siostra mieszka w innej miejscowości),
po drugie: maszyna w pewnym momencie odmówiła współpracy
(noszę się z zamiarem oddanie jej do serwisu, ale nie mogę się zebrać),
a po trzecie: w sklepach jest takie zatrzęsienie towaru, 
a na wyprzedażach i w sh można trafić takie fajne rzeczy 
po naprawdę okazyjnych cenach, że szkoda zachodu.
Maszyna w tej chwili służy mi do szycia prostych rzeczy: 
coś podłożyć, coś obrzucić, ewentualnie uszyć poszewkę na poduszkę.
Marzy mi się maszyna komputerowa,
taka co to sama nitkę nawlecze, 
dziurkę do guzika odpowiednich rozmiarów sama obrzuci, 
wyhaftuje co nieco.
Ale to może kiedyś, kiedyś...
Marzenia trzeba mieć :)

Pozdrawiam i do następnego (już nie wspominkowego) posta :)
Elli