Chyba nigdy na moim blogu nie polecałam żadnej książki.
W każdym razie nie pamiętam :)
Ale tą książką byłam tak poruszona, że muszę o niej wspomnieć.
Ernest Bryl tak o niej napisał:
"O czym ona? O tragedii choroby, co niszczy życie, tak dobrze już ułożone. Najgorsze, że to choroba niby fatum. Niszczy wszystko - osobowość, myślenie, uczucia, miłość, przyjaźń. Skąd przychodzi? Jakby ze złej baśni, od ukąszenia, którego nawet nie poczuliśmy. O tym - a szczególnie o rozpadaniu się chorego psychicznie i fizycznie jest ta opowieść. Jest to także historia o braku zrozumienia dla tego, co się z chorym dzieje. Bo nie tylko medycyna nie może się w przeróżnych objawach rozeznać, ale i przyjaciele, znajomi, najbliźsi nie wytrzymują, nie rozumieją tej przemiany chorego. Ból rozwala wszystko. Ale to też opowieść o nadziei. Przetrwaniu. Byciu na nowo."
Podeszłam do tej książki trochę jak do jeża
(też mi została polecona, przez bliską osobę).
Wzięłam do ręki, żeby sprawdzić o czym jest.
I już jej z ręki nie wypuściłam.
Dopóki nie dotarłam do ostatniej strony.
Inaczej się nie da.
Ale już ani słowa. Kto chce, niech sprawdzi.
Elli
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz