piątek, 26 maja 2017

Smutny Dzień Mamy...



Dziś Dzień Mamy - dzień, w którym wszystkie matki powinny się cieszyć tym, 
że dane im było przeżyć coś tak cudownego jak macierzyństwo.
Ale jakoś tego roku nie potrafię się tym cieszyć,
wiedząc, że tak łatwo można tę swoją radość życia stracić.
Myślę o mamie Magdy i myślę o mamie Igora.
Dla mnie niewyobrażalne jest, co one czują po stracie swoich dzieci.
Tak okrutnej stracie.
Nie wiem, czy może być coś gorszego, niż zobaczenie na filmie 
jak własne dziecko jest osaczone przez złych ludzi.
Matka wie, jak bardzo mocno dziecku biło wtedy serce z przerażenia,
jak było ono zagubione, bezsilne, bezradne.
Jak bardzo potrzebowało pomocy...
Życzmy sobie w tym dniu, 
aby żadna z nas nie musiała czegoś podobnego przeżywać, 
żeby nasze dzieci trafiały na samych dobrych ludzi wokół siebie.
Nasze dzieci nie są aniołkami, 
ale żadne z nich nie powinno w tym wieku i w taki sposób tracić życia.


I jeszcze zderzenie z cynizmem naszej władzy. Brak słów...
Dla mnie ustalenie przyczyn zgonu Igora jest zero-jedynkowe:
- Czy stężenie środków psychotropowych było w dawce zagrażającej życiu? - tak/nie
- Czy kilkakrotne użycie paralizatora zagraża życiu? - tak/nie
- Czy obrażenia na ciele wskazują na użycie siły osób trzecich powodującej śmierć? - tak/nie
Każda odpowiedź "tak" jest potwierdzeniem, "nie" zaprzeczeniem. 
Proste jak budowa cepa.
Można się zgodzić jedynie z tym, że przyczyn mogło być kilka.

Wkurza mnie wmawianie, że było inaczej niż w reportażu. 
Przecież "koń jaki jest każdy widzi".
Widzieliśmy na opustoszałym rynku czystego, zadbanego  i spokojnego chłopaka.
 Nie był agresywny, nikogo nie zaczepiał. Nie wyglądał też na naćpanego. 
Spokojnie dał się wylegitymować pierwszemu patrolowi, 
spokojny był, gdy podjechał drugi patrol. 
Zaczął się bronić dopiero wtedy, 
gdy policjanci z drugiego patrolu rzucili się na niego. 
Wcale się nie dziwię. Każdy by się bronił.
Cały czas nie mogę się pozbyć myśli, że w tym miejscu mógł być mój syn. 
Że to jego mogło spotkać.
Tak samo - zupełnie przez przypadek.

Nie dajmy tych spraw zamieść pod dywan! 
Nie pozwólmy, żeby z czasem przycichły!

Elli



sobota, 20 maja 2017

Malowanie tapety nie dedykowanej do tego celu



Dobrze wiecie, że maluję wszystko. Każdą powierzchnię.
Propaguję też gorąco malowanie tapet. 
Mam na myśli najzwyklejsze tapety - nie te przeznaczone do malowania.
Zanim je zedrzemy, możemy dać im jeszcze jedno życie w nowym kolorze.
Ryzyka żadnego nie ma - jeśli coś nam nie wyjdzie,
w każdej chwili możemy ją zedrzeć.


Na zdjęciu powyżej widać w tle tapetę grafitową we wzory z liści i kwiatów.
Tapeta jest strukturalna na flizelinie.
Dlatego po pomalowaniu uzyskałam jednobarwny efekt ze strukturalnym wzorem.




Mam nadzieję, że widać ten efekt na zdjęciach powyżej.

A tak wygląda całość "przed" i "po" 
(więcej pisałam o tym w jednym z postów o metamorfozie salonu - TUTAJ):



Jest tylko jeden warunek, żeby uzyskać dobry efekt:
tapeta musi być dobrze przyklejona.
Jeśli są na niej odstające elementy, 
po pomalowaniu będzie je jeszcze bardziej widać.

To nie była moja pierwsza przygoda z malowaniem tapet.
Robiłam to już podczas odnawiania Oazy - tutaj:



.... i tutaj:



Jeśli ktoś jeszcze się zastanawiał nad podjęciem takiej próby,
mam nadzieję, że go przekonałam :)
Moim zdaniem warto to zrobić!

Elli


sobota, 13 maja 2017

Ja to mam szczęście



Marzyły mi się od jakiegoś czasu ananasy.
Oczywiście nie prawdziwe, tylko dekoracyjne.
Trafiłam w gazetce KIK świeczki w kształcie ananasa
Były we wściekłych kolorach, ale pomyślałam,
że przecież to dla mnie nie problem :)
Przemaluję je, bo i tak mają służyć jako dekoracja,
a nie do palenia.
Przy najbliższej okazji zajrzałam do KIK-a
i już sięgałam po świeczkowe ananasy,
gdy obok zauważyłam te wymarzone: 
PORCELANOWE!


Jeszcze nie wiem, gdzie będzie ich docelowe miejsce,
ale wszędzie wyglądają cudnie :)





Nie jestem dobrym fotografem,
sprzętu do tego celu też nie mam rewelacyjnego.
Ale udało mi się zrobić zdjęcie, 
które chyba wykorzystam jako grafikę :)


Życzę wszystkim zaglądającym samych słonecznych i ciepłych dni!

Elli





sobota, 6 maja 2017

Ukwiecone poszewki



Zamieszczając poprzedni post uświadomiłam sobie, 
że dawno nie pokazywałam na blogu nowych poszewek.
A przecież one regularnie powstają.
Dzisiaj więc dalszy ciąg nadrabiania zaległości w tym temacie.



Chwalę się uroczymi poszewkami z bawełny w przepiękny, wyrazisty wzór kwiatowy.


Na tył dałam burgundowy len. 
Połączenie wyszło przepięknie.


Poszewki pasują do różnych wnętrz: klasycznych, stylowych, scandi.
Wszędzie się odnajdą :)




Gdyby ktoś chciał wejść w posiadanie tych cudeniek,
niech pisze na maila. Zapraszam :)

Elli


poniedziałek, 1 maja 2017

Szaro-różowe poszewki



Ktoś, kto regularnie tu zagląda, stwierdzi, 
że zwariowałam na punkcie koloru różowego.
Bo ostatnio tutaj są same zestawienia szaro-różowe.
Ale to tylko dodatki: wazonik, gałki do mebli, kwiaty...
A teraz poduszki :)



Poszewki uszyte z bawełny w paski, a spód z szarej bawełny w białe kropeczki.


Można ich używać z obu stron.


W ten sposób mam albo szare, albo różowe dodatki w jednym.



A za jakiś czas wystarczy, że zmienię poszewki, 
wstawię do wazonu kwiaty w innym kolorze
i pokój nabierze innego charakteru.
Na tym polega moc dodatków na neutralnym tle.

Pozdrawiam!
Elli