Oto, co mnie skłoniło, do założenia bloga:
Robiłam porządki w mojej garderobie i jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mam trzy letnie żakieciki z krótkim rękawem – prawie identyczne: podobny kolor, podobny fason… Następnie znalazłam trzy czarne lniane spódnice. Wzięłam się za sukienki – policzyłam letnie i stwierdziłam, że latem nie będzie tyle ciepłych dni, żeby zdążyć je wszystkie założyć…
Robiłam porządki w mojej garderobie i jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mam trzy letnie żakieciki z krótkim rękawem – prawie identyczne: podobny kolor, podobny fason… Następnie znalazłam trzy czarne lniane spódnice. Wzięłam się za sukienki – policzyłam letnie i stwierdziłam, że latem nie będzie tyle ciepłych dni, żeby zdążyć je wszystkie założyć…
Szafa
pęka w szwach, i nie mam problemu z tym, co na siebie włożyć, tylko po prostu
nie pamiętam, co mam, a w tym ścisku, nie sposób szybko odnaleźć konkretną
rzecz (niejeden ciuch przeleżał cały sezon zupełnie zapomniany). Pewnie, że
fajnie jest odnaleźć coś fajnego we własnej szafie, tylko po co mi tego tyle???
Tak,
tak, zakupami weekendowymi rekompensowałam sobie tydzień ciężkiej pracy,
wychodzenie z domu rano i powroty wieczorami. Za każdym razem, gdy widziałam w
sklepie coś, co mi się podobało, myślałam:
„dlaczego
mam sobie wiecznie czegoś odmawiać, przecież ciężko pracuję, a życie ucieka”.
Czy to
już był zakupoholizm? Chyba nie, bo bardzo łatwo przyszło mi otrząśnięcie.
Postanowiłam zdecydowanie zmniejszyć ilość rzeczy w garderobie, zostawić tylko
te, które mi się naprawdę podobają i w których dobrze się czuję! To proste!
A co z resztą rzeczy? Wyrzucić?
I tu się
wszystko zaczęło!
Kiedyś
rozdawałam swoje ciuchy, ale teraz odzywa się mój ekonomista w głowie i
szepcze: „wydałaś na to ciężko zarobione pieniądze i teraz tak łatwo to
oddajesz?” Nie było sprawy, jeśli dawałam je osobom potrzebującym, ale często widziałam
je porozrzucane koło śmietnika. Postanowiłam zanieść część do komisu. Ale to
też nie prosta sprawa – komisant najchętniej przyjmuje rzeczy nowe, wystawia je
za pół ceny, a ja mam z tego dostać połowę, czyli ¼ wartości. Niby lepsze to,
niż nic, ale znowu odzywa się mój ekonomista. I wtedy spojrzałam na rządki
ciuchów zupełnie inaczej –
a może
dać im drugie życie, może się na coś jeszcze przydadzą???
Od tej pory ta myśl nie daje mi spokoju.
Przeróbki stosowałam zawsze (kiedyś sama szyłam, a teraz odwiedzam
zaprzyjaźnioną krawcową), ale tu chodzi mi o coś więcej – szeroko pojęty
RECYKLING
Na pierwszy
ogień poszło to, co najprostsze do ponownego wykorzystania, czyli rzeczy z wełny.
Ponieważ już prawie lato, więc baczniej przyjrzałam się bawełnianym sweterkom.
Okazało się, że niektóre z nich da się spruć (łatwo to stwierdzić po szwach
wewnętrznych – jeśli nie są obrzucone owerlokiem, nadają się do sprucia)
Co
dalej? Przecież nie zrobię z nich kolejnego ciucha, bo mam ich dosyć!
Bawełnianą włóczkę można wykorzystać na wiele sposobów – wpadła mi w ręce
gazeta z włóczkowymi poduszkami! To jest to!
To
pierwszy mój pomysł, który wrzucam do mojej szkatułki. Myślę też o wieszakach
na swetry, czyli wieszakach z miękkimi ramionami, z których ciuch się nie zsuwa
i na których się nie deformuje.
Biorę
się do roboty (którą uwielbiam – szydełkowanie i robienie na drutach
niesamowicie mnie uspakaja, a ile rzeczy można sobie wtedy przemyśleć!).
Wkrótce zaprezentuję moje pierwsze „hand made”.
Pozdrawiam - Elli
Pozdrawiam - Elli
gratulacje!Nowe życie przedmiotom ,roślinom i ... emocje ,które towarzyszą nowo powstałym .Nawet stare,nudne,niemodne życie można zmienić.Ucz się od Elli
OdpowiedzUsuń