czwartek, 22 sierpnia 2013

A mole...

Ostatnio pojawiły się u mnie mole. Przyuważyłam je w okolicy ekranu telewizora i chociaż były pojedyncze, bardzo mnie to zaniepokoiło. Po pewnych obserwacjach (moich i Bonifacego), stwierdziłam, że wlatują z dworu, wieczorem, gdy balkon jest otwarty i gra telewizor. Tak czy siak, trzeba się ich pozbyć. Mole nie lubią zapachu mięty i lawendy. Położyłam więc miętę koło telewizora, ale Boni uznał, że to jego zabawka i zrzucał ją na dywan. No i przyszło olśnienie - trzeba uszyć torebki na zioła. Ładne - żeby można było zawiesić je nie tylko w szafie, ale także położyć na wierzchu. I w ten sposób powstały zawieszki. Muszę przyznać, że szycie ich bardzo wciąga, więc to dopiero początek. Tym bardziej, że można je uszyć z naprawdę niewielkich skrawków.








A już myślałam, że "nici z szycia", bo Boni, jak tylko zobaczył rozłożony materiał, wyłożył się na nim, przesunął pyszczkiem miarkę i ....


.... i zaczął się myć, jak przed spaniem :)


Pozdrawiam słonecznie i ciepło!
Elli





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz