poniedziałek, 28 kwietnia 2014

.... i pierwsze tapicerowanie



Tak, pierwsze tapicerowanie. Na pierwszy ogień poszedł prosty mebelek, czyli taboret. 
W mieszkaniu, w którym nie ma miejsca na drabinę, stabilny taboret zawsze się przyda. 
Niestety, tapicerka pozostawiała wiele do życzenia:





Usunięcie zszywek nie było takie proste. 
Bez pomocy specjalnego rozszywacza nie dałabym rady:





I tak taborecik wygląda teraz :)

 
I jeszcze chciałam się pochwalić zakupem z Giełdy Staroci - żeliwnym podstawkiem pod żelazko. 
Był cały pokryty rdzą, ale urzekł mnie jego wzór. 
Mąż pomalował go czarną farbą i teraz służy za podstawek pod gorące naczynia. 
Jestem nim zachwycona, co na niego spojrzę - buzia mi się śmieje. 
Chyba jeszcze zapoluję na drugi taki :)






Pozdrawiam - Elli

2 komentarze:

  1. Całkiem nieźle Ci poszło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka opinia od zawodowca! - dziękuję :)
      Dzisiaj mam za sobą trochę więcej prób i trochę więcej doświadczenia. Ale fakt, jak na pierwszy raz, to nieźle mi poszło. Taborecik służy mi do dziś (tylko nogi mu przemalowałam).

      Usuń