Tak, pierwsze tapicerowanie. Na pierwszy ogień poszedł prosty mebelek, czyli taboret.
W mieszkaniu, w którym nie ma miejsca na drabinę, stabilny taboret zawsze się przyda.
Niestety, tapicerka pozostawiała wiele do życzenia:
Usunięcie zszywek nie było takie proste.
Bez pomocy specjalnego rozszywacza nie dałabym rady:
I tak taborecik wygląda teraz :)
I jeszcze chciałam się pochwalić zakupem z Giełdy Staroci - żeliwnym podstawkiem pod żelazko.
Był cały pokryty rdzą, ale urzekł mnie jego wzór.
Mąż pomalował go czarną farbą i teraz służy za podstawek pod gorące naczynia.
Jestem nim zachwycona, co na niego spojrzę - buzia mi się śmieje.
Chyba jeszcze zapoluję na drugi taki :)
Pozdrawiam - Elli
Całkiem nieźle Ci poszło!
OdpowiedzUsuńTaka opinia od zawodowca! - dziękuję :)
UsuńDzisiaj mam za sobą trochę więcej prób i trochę więcej doświadczenia. Ale fakt, jak na pierwszy raz, to nieźle mi poszło. Taborecik służy mi do dziś (tylko nogi mu przemalowałam).