Moje pierwsze malowanie mebla, a właściwie mebelka.
Zrobiłam próbę na starej, wypaczonej skrzyneczce, żeby wychwycić ewentualne błędy
i niedociągnięcia (oczywiście nie obyło się bez nich) oraz zobaczyć,
czy farba faktycznie tak się zachowuje, jak obiecują jej sprzedawcy.
Jest to farba Annie Sloan (opracowała ją i opatentowała), która nie wymaga wcześniejszego
szlifowania mebla i ponoć mimo to świetnie trzyma się na meblu.
To szlifowanie właśnie powstrzymywało mnie do tej pory przed
jakąkolwiek renowacją,
nie z powodu lenistwa, chociaż też, ale bardziej z
powodu braku warunków lokalowych
Oglądałam różne blogi z przykładami i postanowiłam spróbować.
Jeśli inne blogerki sobie z tym radzą, to ja też muszę sobie poradzić.
Tym bardziej, że mam w planie odnowienie trochę większych mebli niż poniższa skrzyneczka.
Dzisiaj trochę dużo tekstu, ale chciałam Wam pokazać etapy pracy i moje zdanie na ten temat.
Zaczęłam od oklejenia krawędzi, których nie chciałam malować,
(wcześniej należy mebel umyć wodą z mydłem i odtłuścić),
następnie położyłam pierwszą warstwę farby (zalecane są 2-3 warstwy).
Użyłam koloru "french linen", jest to szary beż.
Trochę był za ciemny, więc rozbieliłam go białą farbą akrylową:
Na początku farba błyszczy, ale po wyschnięciu (ok. 20 minut) robi się matowa. Po położeniu kolejnych warstw i wyschnięciu należy powierzchnie pokryć woskiem (dla utwardzenia), także dwu- lub trzykrotnie.
Wtedy nabiera też satynowego połysku. Wosk oczywiście zalecany jest także marki Annie Sloan.
Użyłam wosku "naturalnego":
Gdybym na to położyła jeszcze wosk "rustykalny" podkreśliłabym nim rzeźbienia
i wszystkie elementy dekoracyjne skrzyneczki.
Kto wie, może to jeszcze zrobię (jak go dokupię)
Choćby po to, żeby ten efekt wypróbować.
Tak wyglądała moja skrzyneczka przed malowaniem:
A tak wygląda po:
Podsumowując: nie podobają mi się smugi pędzla, które są widoczne,
co prawda po położeniu wosku trochę mniej, ale jednak...
Muszę koniecznie zapytać sprzedawców, którzy przeszli osobiste szkolenie u Annie Sloan,
czy to wina pędzla, którego użyłam, czy też jest inny powód.
Na pewno się tym z Wami podzielę.
Powierzchnia wygląda na trwałą, a całkowite utwardzenie podobno uzyskuje się po kilku dniach.
Przy okazji wyszły moje błędy, które w przyszłości będę musiała skorygować,
tzn. dokładniej zabezpieczyć brzegi, kontrolować nadmiar farby na narożnikach
i większą wagę przykładać do szczegółów.
Ogólnie rzecz biorąc - widzę przyszłość w tych farbach :)
Pozdrawiam - Elli
PS. Już wiem! Podobno, żeby uniknąć smug pędzla należy maczać pędzel na zmianę w wodzie i w farbie ze względu na jej gęstość. Idealnie byłoby też malować pędzlem Annie Sloan. Wkrótce wypróbuję metodę maczania, nad tą drugą wersją się zastanowię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz