czwartek, 24 kwietnia 2014

Moje pierwsze malowanie mebla



Moje pierwsze malowanie mebla, a właściwie mebelka. 
Zrobiłam próbę na starej, wypaczonej skrzyneczce, żeby wychwycić ewentualne błędy 
i niedociągnięcia (oczywiście nie obyło się bez nich) oraz zobaczyć, 
czy farba faktycznie tak się zachowuje, jak obiecują jej sprzedawcy.
Jest to farba Annie Sloan (opracowała ją i opatentowała), która nie wymaga wcześniejszego 
szlifowania mebla i ponoć mimo to świetnie trzyma się na meblu.  
To szlifowanie właśnie powstrzymywało mnie do tej pory przed jakąkolwiek renowacją, 
nie z powodu lenistwa, chociaż też, ale bardziej z powodu braku warunków lokalowych
Oglądałam różne blogi z przykładami i postanowiłam spróbować. 
Jeśli inne blogerki sobie z tym radzą, to ja też muszę sobie poradzić. 
Tym bardziej, że mam w planie odnowienie trochę większych mebli niż poniższa skrzyneczka.
Dzisiaj trochę dużo tekstu, ale chciałam Wam pokazać etapy pracy i moje zdanie na ten temat.

Zaczęłam od oklejenia krawędzi, których nie chciałam malować, 
(wcześniej należy mebel umyć wodą z mydłem i odtłuścić), 
następnie położyłam pierwszą warstwę farby (zalecane są 2-3 warstwy). 
Użyłam koloru "french linen", jest to szary beż. 
Trochę był za ciemny, więc rozbieliłam go białą farbą akrylową:



Na początku farba błyszczy, ale po wyschnięciu (ok. 20 minut) robi się matowa. Po położeniu kolejnych warstw i wyschnięciu należy powierzchnie pokryć woskiem (dla utwardzenia), także dwu- lub trzykrotnie.
Wtedy nabiera też satynowego połysku. Wosk oczywiście zalecany jest także marki Annie Sloan. 
Użyłam wosku "naturalnego":





Gdybym na to położyła jeszcze wosk "rustykalny" podkreśliłabym nim rzeźbienia 
i wszystkie elementy dekoracyjne skrzyneczki. 
Kto wie, może to jeszcze zrobię (jak go dokupię) 
Choćby po to, żeby ten efekt wypróbować.

Tak wyglądała moja skrzyneczka przed malowaniem:


A tak wygląda po:



Podsumowując: nie podobają mi się smugi pędzla, które są widoczne, 
co prawda po położeniu wosku trochę mniej, ale jednak... 
Muszę koniecznie zapytać sprzedawców, którzy przeszli osobiste szkolenie u Annie Sloan, 
czy to wina pędzla, którego użyłam, czy też jest inny powód. 
Na pewno się tym z Wami podzielę.
Powierzchnia wygląda na trwałą, a całkowite utwardzenie podobno uzyskuje się po kilku dniach. 
Przy okazji wyszły moje błędy, które w przyszłości będę musiała skorygować, 
tzn. dokładniej zabezpieczyć brzegi, kontrolować nadmiar farby na narożnikach 
i większą wagę przykładać do szczegółów.
Ogólnie rzecz biorąc - widzę przyszłość w tych farbach :)

Pozdrawiam - Elli 

PS. Już wiem! Podobno, żeby uniknąć smug pędzla należy maczać pędzel na zmianę w wodzie i w farbie ze względu na jej gęstość. Idealnie byłoby też malować pędzlem Annie Sloan. Wkrótce wypróbuję metodę maczania, nad tą drugą wersją się zastanowię.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz