Dzisiaj nie będzie wnętrzarsko. Ale myślę, że temat jest bliski sercu osób, które piękne wnętrza lubią :)
Nie wiem, czy ktoś zauważył regułę, że większość osób piszących blogi wnętrzarskie ma kota.
Pozostałe osoby mają psa.
A te które piszą, a nie mają żadnego zwierzaka, są wyjątkami potwierdzającymi regułę.
Wydaje mi się, że wynika to z tego,
że osoby wrażliwe na piękno wokół mają ogólnie rzecz biorąc wrażliwą duszę.
Wrażliwą także na los zwierząt i wszelkich istot bezbronnych lub uzależnionych od nas - ludzi.
A że artystyczne dusze są indywidualistami, w większości trafiło na koty,
bo wiadomo, że kot indywidualistą jest przede wszystkim :)
Wydaje mi się, że wynika to z tego,
że osoby wrażliwe na piękno wokół mają ogólnie rzecz biorąc wrażliwą duszę.
Wrażliwą także na los zwierząt i wszelkich istot bezbronnych lub uzależnionych od nas - ludzi.
A że artystyczne dusze są indywidualistami, w większości trafiło na koty,
bo wiadomo, że kot indywidualistą jest przede wszystkim :)
Ja sama mam przecudnego siedmioletniego Bonifacego.
Czasem przewijał się przez mojego bloga,
ale stanowczo za mało jego fotek było do tej pory.
Więc skoro dziś o kocich sprawach będzie, to zdjęć mojego pupilka będzie sporo.
Myślę, że każdego, kto lubi koty wzruszy historia Rademenesa,
którą przeczytałam ostatnio w magazynie "Kocie sprawy".
Zacytuję jej fragment, bo historia jest tego warta.
Warto też przeczytać post do końca. Wytrzymajcie, proszę...
![]() |
| Pierwsze spotkanie z Bonifacym - jeszcze był przy mamie, ale już go wybraliśmy (a właściwie on nas) |
Koniec lata 2014 roku. Miejsce: gabinet weterynaryjny przy Schronisku dla Zwierząt w Bydgoszczy.
Mała, czarna kulka, dwoje, błękitnych, załzawionych oczu, łysawe placki, wśród nastroszonej, matowej sierści na wychudzonym ciałku. Bardzo brudne uszka.
- Przyszliśmy go uśpić, jest bardzo chory - mówią osoby, które przyniosły maleństwo.
Lucyna Kuziel-Zawalich, schroniskowy lekarz weterynarii, ostrożnie bada kotka. Mały wzięty na ręce z całych sił zaczyna mruczeć... Mimo to stan kotka nie jest dobry, a rokowania raczej ostrożne.
- Proszę go zostawić - mówi do osób, które nie widzą nadziei dla skulonego i drżącego kotka.
I tak nie chciałyby go wziąć ze sobą, bo "to przybłęda i nie mogą trzymać go w domu".
Wychodzą z gabinetu, a kotek dalej mruczy resztkami sił, po czym usypia zmęczony transportem i chorobą.
- Nie pierwszy i nie ostatni, którego spróbujemy uratować - szepcze lekarka.
| Boni uwielbia siedzieć tam, gdzie mu nie wolno, np. w donicy na balkonie |
| Balkon to jedno z jego ulubionych miejsc |
Trudny czas
Pani doktor wespół ze mną (dyrektorem schroniska - przyp. mój) podejmuje decyzję dotyczącą leczenia malucha. Wiąże się ona z koniecznym długoterminowym przetrzymywaniem go w klatce, ponieważ tak chore zwierzątko może stanowić groźbę zarażenia innych pensjonariuszy naszego schroniska. I tak Czarnulek zostaje. Umieszczony w klatce w gabinecie weterynaryjnym ten ledwie ośmiotygodniowy kociak dzielnie walczy o życie. Kilka razy przechodził kryzys. Wysoka temperatura, wyciek z nosa, zapalenie płuc. Nie omija go też choroba skóry... Obraz nędzy i rozpaczy. Przez ten długi czas kilka razy wątpimy w wyzdrowienie kotka. Stan jest naprawdę ciężki, a nawroty choroby uporczywe.
| Był taki moment, że Boni musiał być ostrzyżony. Mieliśmy wrażenie, że strasznie się tego wstydzi |
| Jak każdy kot uwielbia półki, zakamarki |
| Uwielbia rozłożony do wyschnięcia parasol. Często śpi pod nim. |
Jednak... po kilkumiesięcznej terapii w końcu się udaje! Sierść na kotku zaczyna odrastać, a po chorobie nie ma już prawie śladu...
Kotek otrzymuje imię Rademenes.
- To czarodziejskie imię jest na szczęście - mówi doktor Lucyna. - Przecież tyle przeżył...
Nie mija kilka miesięcy, a wszyscy są już w Rademenesie po uszy zakochani!
| A tu Bonifacy na swojej półeczce, grzeje futerko na słoneczku |
| Rozczula nas jego słodka mordka |
| Bywa, że długo go szukam po mieszkaniu, a on śpi na krześle pod stołem, schowany za obrusem :) |
| Czyżby domagał się prysznica? |
| Słodziaczek nasz kochany :) |
Chcecie zobaczyć, jak ten cudowny kociak odwdzięcza się za uratowanie życia?
Jak pracuje w schronisku?
Jak opiekuje się chorymi zwierzętami?
Zajrzyjcie na facebooka:
Oto bohater artykułu:
Kocham wszystkie koty!
Elli
PS.
Post nie jest sponsorowany :) Jestem kociarą, zawsze nią byłam. Ta historia tak mnie poruszyła, że nie mogłam pozostawić jej bez echa :)
Autorem cytowanego z "Kocich spraw" tekstu jest Izabella Szolginia - dyrektor Schroniska dla Zwierząt w Bydgoszczy.

