piątek, 19 czerwca 2015

Poruszyła mnie ta historia...



Dzisiaj nie będzie wnętrzarsko. Ale myślę, że temat jest bliski sercu osób, które piękne wnętrza lubią :)
Nie wiem, czy ktoś zauważył regułę, że większość osób piszących blogi wnętrzarskie ma kota. 
Pozostałe osoby mają psa. 
A te które piszą, a nie mają żadnego zwierzaka, są wyjątkami potwierdzającymi regułę.
Wydaje mi się, że wynika to z tego, 
że osoby wrażliwe na piękno wokół mają ogólnie rzecz biorąc wrażliwą duszę. 
Wrażliwą także na los zwierząt i wszelkich istot bezbronnych lub uzależnionych od nas - ludzi.
A że artystyczne dusze są indywidualistami, w większości trafiło na koty, 
bo wiadomo, że kot indywidualistą jest przede wszystkim :)
Ja sama mam przecudnego siedmioletniego Bonifacego. 
Czasem przewijał się przez mojego bloga, 
ale stanowczo za mało jego fotek było do tej pory.
Więc skoro dziś o kocich sprawach będzie, to zdjęć mojego pupilka będzie sporo.



Myślę, że każdego, kto lubi koty wzruszy historia Rademenesa, 
którą przeczytałam ostatnio w magazynie "Kocie sprawy". 
Zacytuję jej fragment, bo historia jest tego warta. 
Warto też przeczytać post do końca. Wytrzymajcie, proszę...


Pierwsze spotkanie z Bonifacym - jeszcze był przy mamie,
ale już go wybraliśmy (a właściwie on nas)

Koniec lata 2014 roku. Miejsce: gabinet weterynaryjny przy Schronisku dla Zwierząt w Bydgoszczy.
Mała, czarna kulka, dwoje, błękitnych, załzawionych oczu, łysawe placki, wśród nastroszonej, matowej sierści na wychudzonym ciałku. Bardzo brudne uszka.
- Przyszliśmy go uśpić, jest bardzo chory - mówią osoby, które przyniosły maleństwo.
Lucyna Kuziel-Zawalich, schroniskowy lekarz weterynarii, ostrożnie bada kotka. Mały wzięty na ręce z całych sił zaczyna mruczeć... Mimo to stan kotka nie jest dobry, a rokowania raczej ostrożne.
- Proszę go zostawić - mówi do osób, które nie widzą nadziei dla skulonego i drżącego kotka. 
I tak nie chciałyby go wziąć ze sobą, bo "to przybłęda i nie mogą trzymać go w domu".
Wychodzą z gabinetu, a kotek dalej mruczy resztkami sił, po czym usypia zmęczony transportem i chorobą.
- Nie pierwszy i nie ostatni, którego spróbujemy uratować - szepcze lekarka.


Boni uwielbia siedzieć tam, gdzie mu nie wolno, np. w donicy na balkonie

Balkon to jedno z jego ulubionych miejsc

Trudny czas
Pani doktor wespół ze mną (dyrektorem schroniska - przyp. mój) podejmuje decyzję dotyczącą leczenia malucha. Wiąże się ona z koniecznym długoterminowym przetrzymywaniem go w klatce, ponieważ tak chore zwierzątko może stanowić groźbę zarażenia innych pensjonariuszy naszego schroniska. I tak Czarnulek zostaje. Umieszczony w klatce w gabinecie weterynaryjnym ten ledwie ośmiotygodniowy kociak dzielnie walczy o życie. Kilka razy przechodził kryzys. Wysoka temperatura, wyciek z nosa, zapalenie płuc. Nie omija go też choroba skóry... Obraz nędzy i rozpaczy. Przez ten długi czas kilka razy wątpimy w wyzdrowienie kotka. Stan jest naprawdę ciężki, a nawroty choroby uporczywe.


Był taki moment, że Boni musiał być ostrzyżony.
Mieliśmy wrażenie, że strasznie się tego wstydzi

Jak każdy kot uwielbia półki, zakamarki

Uwielbia rozłożony do wyschnięcia parasol. Często śpi pod nim.

Jednak... po kilkumiesięcznej terapii w końcu się udaje! Sierść na kotku zaczyna odrastać, a po chorobie nie ma już prawie śladu...
Kotek otrzymuje imię Rademenes.
- To czarodziejskie imię jest na szczęście - mówi doktor Lucyna. - Przecież tyle przeżył...
Nie mija kilka miesięcy, a wszyscy są już w Rademenesie po uszy zakochani!


A tu Bonifacy na swojej półeczce, grzeje futerko na słoneczku

Rozczula nas jego słodka mordka

Bywa, że długo go szukam po mieszkaniu, a on śpi na krześle pod stołem, schowany za obrusem :)

Czyżby domagał się prysznica?

Słodziaczek nasz kochany :)

Chcecie zobaczyć, jak ten cudowny kociak odwdzięcza się za uratowanie życia?
Jak pracuje w schronisku?
Jak opiekuje się chorymi zwierzętami?
Zajrzyjcie na facebooka: 


Oto bohater artykułu:


Kocham wszystkie koty!
Elli

PS.
Post nie jest sponsorowany :) Jestem kociarą, zawsze nią byłam. Ta historia tak mnie poruszyła, że nie mogłam pozostawić jej bez echa :)
Autorem cytowanego z "Kocich spraw" tekstu jest Izabella Szolginia - dyrektor Schroniska dla Zwierząt w Bydgoszczy.


7 komentarzy:

  1. Faktycznie, poruszająca historia. Bonifacy jest niezwykły, ma taką dostojną minę. Marzę o kocie, a mam psa i musi mi wystarczyć.... na razie. Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bonifacy ma dostojną minę, bo pozuje do zdjęć. Naprawdę. Gdy ma głupią minę lub pozę i chcę mu zrobić zdjęcie, on słyszy włączenie aparatu i od razu przybiera swoją stałą minę. Skubaniec.

      Usuń
  2. Ja się wzruszam od razu, bo obok takich historii przejść nie można. Bonifacy taki dostojny i elegancki kocurek :) Miałam kiedyś kotkę i psa pod dachem...oj było wesoło!
    Pozdrawiam :)
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednym kotem jest wesoło :) A do tego jeszcze pies? Nie wyobrażam sobie :)
      Ale nasz Boni subtelnie romansuje z psem sąsiadki :)

      Usuń
  3. kocham koty miłością absolutną! Niestety nikt mieszkający w tym domu co ja nie podziela mojego uwielbienia tymi zwierzętami... :(
    Twój kot jest piękny, czy to jakas Leśna rasa? Norweska? Takie puszyste to moi faworyci, miałam kiedyś Syberyjczyka który był najbardziej towarzyskim kotem jakiego znałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim rodzinnym domu mama nie zgadzała się na żadne zwierzęta. Na szczęście mąż kocha te istoty tak jak ja. To właściwie on zadecydował, że musimy mieć kota.
      Bonifacy ponoć jest persem (bez rodowodu). Na szczęście jest chyba trochę pomieszany, bo nie ma tak mocno płaskiego pyszczka i wystających zębów jak to persy zwykle miewają. Za to ma słodką mordkę i długie futro. I nawet nie wie, jaki jest śliczny :)

      Usuń
  4. Coś już słyszałam o Rademenesie, ale pobieżnie. Teraz dopiero przekonałam się, jaka jest jego historia.
    Niesamowite, wzruszające jest to jak on się przytula innego kotka :) Płakać się chce. Cudny jest ten kotek. Twój zresztą też.
    Monia

    OdpowiedzUsuń