W prawym pasku mojego bloga mam listę blogów, które mi się podobają,
które czytam lub oglądam, którymi się inspiruję.
Większość z nich istnieje od kilku lat (trzech, pięciu).
Jest ich ponad sto, ale tylko cześć z nich jest aktywnych
I zauważyłam pewne zmęczenie w blogosferze,
szczególnie wnętrzarskiej.
Część blogerek dokonuje wpisów dużo rzadziej,
część przestała dodawać nowe wpisy,
część zamknęła swoje blogi.
A część nie wie co robić i mam wrażenie,
że się wdzięczy do swoich czytelników pt.
"nie wiem, co mam robić, chyba zamknę bloga".
Dla mnie to brzmi jak wymuszanie komentarzy typu:
nie zamykaj, to co robisz jest świetne, odpocznij, przeczekaj.
Ale do cholerki jesteśmy dorośli, sami podejmujmy takie decyzje
- jestem zmęczona, nie chcę prowadzić bloga, to nie prowadzę i już.
Mój blog w czerwcu skończył 5 lat.
Nie wiem, do której grupy należę,
ale z pewnością nie będę się wdzięczyć i pytać, co robić.
Z pewnością też nigdy go nie zamknę,
nawet jeśli nie będę już nic tu pisała i zamieszczała.
Bo dlaczego mam uniemożliwić czytelnikom dostęp
do postów o robieniu koronkowego wzoru na płycie meblowej,
czy o malowaniu kafli łazienkowych,
skoro te właśnie posty cieszą się wielkim i nieustannym zainteresowaniem.
Zawsze też mogę coś dodać, dopisać.
Choćby raz na rok.
Nie są to już wpisy z metamorfozami, które najbardziej lubicie,
bo po prostu nie mam teraz czasu na takie prace,
ale w przyszłości... kto wie :)
Świąteczne wypełnienie ramek już usunęłam.
Na wiosenne motywy trochę za wcześnie.
Gdy spoglądam w górę idąc do pracy obok parku,
mam właśnie taki widok.
Stąd pomysł na umieszczenie takiego kawałka tapety w ramce.
A po cichu sobie śpiewam razem z Patrycją Markowską:
"Czy przyjdzie wiosna, choć raz na czas?"
Elli