Jak już wiecie, szyję patchworki z ubrań, których już nie noszę.
Ten także ma w sobie dżinsy, bluzki, koszule męża, spodnie dresowe
i jeszcze wiele, wiele innych. Patrzę na te kawałki i niektóre budzą we mnie rozrzewnienie, bo wiążą się z fajnymi wspomnieniami, inne z kolei budzą moją złość, bo danej rzeczy nie nosiłam wcale albo niewiele,
a w głowie rodzą się myśli "po co ja to kupiłam", albo "dzisiaj miałabym na koncie o tyle więcej pieniędzy".
Ta złość jest jednocześnie budująca i ostrzegająca "zastanów się porządnie przed zakupem kolejnego ciucha". Czyli powraca temat poprzedniego posta - kuszące wyprzedaże :)
W jakimś poradniku modowym znalazłam kiedyś bardzo fajną wskazówkę:
Koszt zakupionego ubrania, to wypadkowa jego ceny i wielokrotności skorzystania z niego.
Mówiąc prosto: jeśli kupiłam sukienkę za 1.000 zł i założyłam ją 10 razy, to naprawdę kosztowała mnie 100 zł, a jeśli chodziłam w niej 50 razy, to kosztowała mnie tylko 20 zł (zamortyzowała się).
Natomiast jeśli kupiłam sukienkę za 500 zł i założyłam ją tylko raz
lub (nie daj Boże) wcale, to kosztowała mnie 500 zł.
Wniosek? Przy zakupie odpowiadam sobie na pytania:
1. kiedy zakupioną rzecz ubiorę?
2. do czego ją założę?
3. jak często będę ją nosić?
Ale wracając do tematu patchworka - spód zrobiłam z lnianego obrusa, którego kolor nie bardzo pasował mi na obrus, natomiast w tej roli wpasował się znakomicie.
Ostatnio w Dzień Dobry TVN pokazano pomysł na wykorzystanie niepotrzebnych ubrań w inny sposób. Powstały z nich przecudne i prześmieszne zabawki. Jeśli nie mieliście okazji tego zobaczyć,
podaję Wam linka:
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/przetwarza-a-nie-wytwarza-recyklingowe-zabawki,110069.html
Kiedyś chodziła mi po głowie myśl o takim recyklingu, a po tym programie coraz bardziej do tego dojrzewam. Jak tylko coś powstanie, zaraz Wam pokażę (jeśli będzie to rzecz godna pokazania).
Pozdrawiam - Elli
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz