Niedawno pisałam o tym, jakie mam plany - dziś pokażę, co udało mi się zrealizować.
Angielski taborecik jest "wyleczony" :)
Wspominałam, że taborecik miał "zwichniętą nóżkę". To znaczy, nogi były całe, ale jedna bardzo mocno się kiwała. Po zdjęciu tapicerki i odkręceniu nóżek moim oczom ukazał się taki oto widok - jednym słowem "złamany staw biodrowy":
Trzeba więc było wymienić podstawę taboretu. Tu ukłon w stronę mojego męża, który zrobił mi niespodziankę i po prostu któregoś dnia przyniósł do domu wyciętą nową podstawę:)
Pozostało mi tylko pomalować nogi (farba Annie Sloan kolor Paris Grey), woskiem podkreślić rzeźbienia, uszyć nową tapicerkę i zamontować ją na nowej podstawie.
Użyłam tego samego materiału i farby, co przy renowacji mojego wymarzonego fotelika, bo myślę, że te dwa mebelki stworzą sympatyczny duet (o foteliku pisałam tutaj). Oto efekt:
Dla przypomnienia - tak taborecik wyglądał przed naprawą:
Z resztek materiału uszyłam jeszcze stoper do drzwi (drobiazg, ale jakże przydatny!):
Do zrealizowania została druga część planu - stolik. Poczyniłam już pierwsze kroki, tzn. przeszlifowałam go. Cały czas nie mogę się zdecydować, co dalej...
***
Pozdrawiam serdecznie stałych czytelników oraz tych zaglądających tu od niedawna.
W ostatnim czasie znacznie Was przybyło, co mnie bardzo cieszy :)
Elli
Elu wyszło super ;-)....nie ma to jak kawał dobrze wykonanej roboty ;-)...bardzo podoba mi się to podkreślenie rzeźbień ciemniejszym woskiem ;-)...teraz widać, że ona tak w ogóle są, bo pierwotnie zlewały się z całością ;-)
OdpowiedzUsuńPrawda? Przedtem trzeba było przyjrzeć się nóżkom z bliska, żeby je zauważyć. Fajnie, że za pomocą wosku można robić takie czary... A to wszystko teraz wiem dzięki Wam - blogerkom :)))
UsuńTy to masz talent - uratowałaś taborecik. Ania
OdpowiedzUsuńNo ktoś musiał, skoro właścicielka go porzuciła :) Ciekawe, czy teraz nie żałuje...
UsuńNo i piękny. Ty to masz talent. Ania
OdpowiedzUsuń