Wspominałam niedawno,
że zostało mi sporo farby kredowej po malowaniu KOMODY.
Mam też sporo drobiazgów, które czekają na nowe, lepsze jutro.
Pod pędzel trafiły świeczniki:
Jeden świecznik mały, na tea-lighty, wygrzebany na pchlim targu za 2 zł.
Przepięknie zdobiony w kwiaty, aniołki, ornamenty.
A taki był wcześniej biedny, obłupany.
Drugi, to co prawda nówka nie śmigana, prosto ze sklepu,
także przepięknie zdobiony, ale tu z kolei kolor mi nie pasował
- jakiś taki kremowo-brudny.
A do tego jakieś takie czerwonawe przecierki.
Teraz jest popielaty z białymi przecierkami,
które przepięknie podkreślają zdobienia :)
Zdjęcia poniżej pokazują, jak było wcześniej:
Bardzo mi się podobają oba świeczniki w nowej wersji.
Pewnie z tego powodu będą nieraz przewijać się w tle kolejnych aranżacji.
Pozdrawiam cieplutko!
Elli
PS.
Farba kredowa jeszcze jest - więc to nie koniec malowanych historii :)