Dzisiejszy post zamieszczam z lekkim poślizgiem z obiektywnych przyczyn.
Nie chcę za dużo pisać, żeby nie zapeszać.
Zdradzę tylko, że zrobiłam pierwszy mały krok w kierunku zmian w moim życiu.
Dalsze kroki zależą od efektów tego pierwszego, a to okaże się za miesiąc.
W każdym bądź razie do tej pory doba była dla mnie za krótka,
żeby zrealizować wszystkie zadania, więc dołożyłam sobie jeszcze jedno (ha, ha),
które zajmuje mi 7-8 godzin od poniedziałku do piątku.
Niemniej jednak postaram się posty zamieszczać w miarę regularnie,
więc zapraszam wszystkich do zaglądania tutaj :)
Dzisiaj będzie o przepięknym "hendmejdzie".
Tak jakoś mamy z przyjaciółką, że robimy sobie "przysługi i usługi"
i nie chcemy za to od siebie pieniędzy.
A że każda z nas ma do czegoś talent, więc uszczęśliwiamy się nawzajem :)
Właśnie niedawno zostałam obdarowana przepiękną serwetą,
którą moja przyjaciółka własnoręcznie wyszyła :)
Takie cudo!
I teraz jest moje :)
A jeszcze wcześniej dostałam od niej serwetki, tzw. śniadaniówki,
z dyskretnym haftem w rogu.
Serwetek jest sześć!
Aż się boję ich używać - bo jak ktoś je poplami, to co?
Pozdrawiam - Elli