Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyposażenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyposażenie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Prozaiczna sprawa



Na rynku pojawiły się dozowniki na płyn do mycia naczyń
(dedykowane specjalnie do kuchni). 
W różnych kolorach i kształtach:


I co z tego, że podajnik płynu jest ładny, co z tego, że staramy się, 
aby nasze kuchnie były ładne, spójne kolorystycznie, z ładnymi dodatkami, 
skoro producenci wszelkich gąbek kuchennych 
zawzięcie oferują nam je w różnego rodzaju intensywnych kolorach.
Wchodzi się do kuchni i co się rzuca w oczy? 
Gąbka do naczyń - bo różowa lub niebieska lub jeszcze jakaś tam. 
Czy to jest główny element dekoracyjny tego pomieszczenia, 
że tak musi rzucać się w oczy?
A z drugiej strony trudno jest chować coś, 
co się prawie cały czas używa i co powinno swobodnie w międzyczasie schnąć 
(czyli najlepiej, żeby było na wierzchu).
Pewnie, że do sesji mogę schować gąbki, ale nie oszukujmy się,
na co dzień i tak u każdego są na wierzchu.
Nawet sobie myślałam, że może napiszę do producenta choćby tych gąbek poniżej
 (skądinąd bardzo fajnych, tylko ten kolor), 
żeby pomyśleli o zmianie barwnika na jakiś bardziej spokojny.





I wyobraźcie sobie, że w KIK-u trafiłam na takie gąbki:


Pewnie domyślacie się, że od razu wzięłam kilka opakowań :)



Można? Można!




Jeszcze w Rossmanie znalazłam ściereczkę w całkiem przyzwoitych kolorach 
i od razu inaczej to wygląda :)



Taka mała rzecz, a cieszy :)
Wszystkiego dobrego!
Elli



poniedziałek, 30 marca 2015

Oderwałam się od rzeczywistości...



I wypadłam z codziennego rytmu. 
A wszystko za sprawą weekendowego wypadu do Karpacza.
Wyjazd był planowany na początek marca, ale jeden z uczestników poważnie się wtedy rozchorował, 
więc rezerwacja hotelu została przełożona na miniony weekend. 
Wybiło mnie to kompletnie z rytmu przygotowań do świąt. 
Ale jednocześnie przez te 3 dni zapomniałam o bożym świecie :)
Zero komputera, telewizor tylko chwilami brzdąkał w pokoju (żeby nie było głuchej ciszy). 
I chyba tego mi trzeba było. Zero gotowania, zero sprzątania. Tylko spacery i inne przyjemności.
Byłam zaskoczona, że w górach jeszcze był śnieg, bo we Wrocławiu tej zimy spadł chyba tylko raz 
i utrzymał się zaledwie kilka godzin.
Szczyty i schronisko na Śnieżce były pięknie widoczne. 
Niestety mój aparat nie był w stanie tego ogarnąć.



Oko moje przyciągały różne detale. Ten budynek poniżej miał np. przepiękny gont:


Okna tarasowe z poziomu zero tego hotelu wychodziły wprost na szumiący potok:

Tego nie widać na zdjęciu, ale za szybami stoją miękkie leżaki - latem musi być przecudnie leżeć tak na nich i słuchać szumu wody :)
Nasz hotel położony był daleko od centrum (co zmuszało nas do dalekich spacerów - i dobrze!):
Za oknami był już tylko las rosnący na zboczach:


Wewnątrz było parę ciekawych elementów, które jednak moim zdaniem domagały się bardzo pilnych przeróbek i odświeżenia (to już chyba jakieś moje zboczenie):



Naładowana dużą dawką świeżego powietrza biorę się teraz ostro do pracy. 
Czasu do świąt niewiele zostało. 
I nie wiem kiedy mi ten marzec przemknął. Jak mgnienie.

Pozdrawiam - Elli