I wypadłam z codziennego rytmu.
A wszystko za sprawą weekendowego wypadu do Karpacza.
Wyjazd był planowany na początek marca, ale jeden z uczestników poważnie się wtedy rozchorował,
więc rezerwacja hotelu została przełożona na miniony weekend.
Wybiło mnie to kompletnie z rytmu przygotowań do świąt.
Ale jednocześnie przez te 3 dni zapomniałam o bożym świecie :)
Zero komputera, telewizor tylko chwilami brzdąkał w pokoju (żeby nie było głuchej ciszy).
I chyba tego mi trzeba było. Zero gotowania, zero sprzątania. Tylko spacery i inne przyjemności.
Byłam zaskoczona, że w górach jeszcze był śnieg, bo we Wrocławiu tej zimy spadł chyba tylko raz
i utrzymał się zaledwie kilka godzin.
Szczyty i schronisko na Śnieżce były pięknie widoczne.
Niestety mój aparat nie był w stanie tego ogarnąć.
Oko moje przyciągały różne detale. Ten budynek poniżej miał np. przepiękny gont:
Okna tarasowe z poziomu zero tego hotelu wychodziły wprost na szumiący potok:
Tego nie widać na zdjęciu, ale za szybami stoją miękkie leżaki - latem musi być przecudnie leżeć tak na nich i słuchać szumu wody :)
Nasz hotel położony był daleko od centrum (co zmuszało nas do dalekich spacerów - i dobrze!):
Za oknami był już tylko las rosnący na zboczach:
Wewnątrz było parę ciekawych elementów, które jednak moim zdaniem domagały się bardzo pilnych przeróbek i odświeżenia (to już chyba jakieś moje zboczenie):
Naładowana dużą dawką świeżego powietrza biorę się teraz ostro do pracy.
Czasu do świąt niewiele zostało.
I nie wiem kiedy mi ten marzec przemknął. Jak mgnienie.
Pozdrawiam - Elli
Pięknie, czasem potrzeba takiego oderwania się od wszystkiego i odpoczynek psychiczny.
OdpowiedzUsuńMnie też marzec przemknął szybko, już lada dzień nowy jeszcze piękniejszy miesiąc :)
To fakt - zresetowałam się całkowicie. Gorzej, że teraz nie mogę zaskoczyć w rytm przygotowań świątecznych. To chyba przez zmianę czasu i spadek ciśnienia. Ale nic to. Biorę się w garść!
UsuńPozdrawiam :)