środa, 28 sierpnia 2013

Żółto-biało-czarno

Uff, zrobione! Jest moja narzutka! 
Podoba mi się, aczkolwiek spodziewałam się, że wyjdzie większa 
(w końcu są w niej trzy sweterki - dwa moje i jeden męża), 
ale jakoś ten wzór jest bardzo mało wydajny, 
no i bardzo, bardzo czasochłonny.
Tak czy siak, lepsza narzutka, która prędzej czy później 
będzie wykorzystana, 
niż leżące w szafie, nie noszone sweterki. 
Dumna jestem z tego recyklingu!









Pozdrawiam - Elli

czwartek, 22 sierpnia 2013

A mole...

Ostatnio pojawiły się u mnie mole. Przyuważyłam je w okolicy ekranu telewizora i chociaż były pojedyncze, bardzo mnie to zaniepokoiło. Po pewnych obserwacjach (moich i Bonifacego), stwierdziłam, że wlatują z dworu, wieczorem, gdy balkon jest otwarty i gra telewizor. Tak czy siak, trzeba się ich pozbyć. Mole nie lubią zapachu mięty i lawendy. Położyłam więc miętę koło telewizora, ale Boni uznał, że to jego zabawka i zrzucał ją na dywan. No i przyszło olśnienie - trzeba uszyć torebki na zioła. Ładne - żeby można było zawiesić je nie tylko w szafie, ale także położyć na wierzchu. I w ten sposób powstały zawieszki. Muszę przyznać, że szycie ich bardzo wciąga, więc to dopiero początek. Tym bardziej, że można je uszyć z naprawdę niewielkich skrawków.








A już myślałam, że "nici z szycia", bo Boni, jak tylko zobaczył rozłożony materiał, wyłożył się na nim, przesunął pyszczkiem miarkę i ....


.... i zaczął się myć, jak przed spaniem :)


Pozdrawiam słonecznie i ciepło!
Elli





poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Powtórka z patchworka

Kolejne niechciane ubrania znalazły swoje drugie życie - tym razem wszelkie rodzaje przygaszonej zieleni. Patchwork powstał już jakiś czas temu i z myślą o konkretnej osobie. Mam nadzieję, że się jej spodoba.



A to proces powstawania i planowania:




Jestem zdziwiona i bardzo podbudowana tym, jak w Anglii ceni się rękodzieło. Mam nadzieję, że ta moda dojdzie w końcu do nas. Bo jak na razie wyroby rękodzielnicze w Polsce dopiero powoli zaczynają być dostrzegane i doceniane (to chyba pozostałości po komunie - wtedy z powodu niedostatku na rynku, co druga kobieta umiała szyć, czy robić na drutach, a co drugi mężczyzna był majsterkowiczem. Z  konieczności, niestety). Same umiejętności to jedno, a kreatywność to zupełnie inna sprawa. Ostatnio oglądałam na DOMO+ program "Zrób sobie dom z Kersti" (polecam). Nie dość, że program jest pełen pomysłów, to jeszcze pokazuje, że w Anglii są różnego rodzaju kursy rękodzieła (robienia na drutach, fusingowania szkła, wyszywania na maszynie, tkactwa, witrażowania, wypalania kafelków i sama już nie pamiętam jakie jeszcze. A u nas?
Szukałam kursu tapicerskiego we Wrocławiu - nie ma! Jedynie Cech Rzemiosł Różnych szkoli w tym zakresie, ale tylko młodocianych. Kto ma umiejętności rękodzielnicze przekazywać młodym? Szkoda, bo kiedyś obudzimy się z ręką w nocniku. Sama chętnie bym się czegoś nauczyła od fachowca, bo do tej pory umiejętności, które posiadam wynikają z samouczka, metody prób i błędów. Może ktoś wie w temacie kursów coś więcej?

Pozdrawiam - Elli