W poprzednim poście wspominałam, że chcę coś powiesić u góry okna,
ponieważ górna rama nie jest zbyt ciekawa (żeby nie powiedzieć - brzydka).
Musiałam ten fragment czymś zasłonić.
Kiedyś na pintereście widziałam zdjęcie bieżnika
zrobionego z kilku szydełkowych serwetek.
Serwetki były różnych rozmiarów i kolorów, dawały w sumie fajny efekt.
Przypomniało mi się,
że w swoim czasie nie mogłam się takim serwetkom oprzeć w sh
ze względu na cenę - 1 zł/sztuka.
Ułożyłam je na próbę i moim zdaniem wyszło fajnie.
Kolejnym krokiem było pozszywanie i usztywnienie bardzo mocnym krochmalem,
żeby powstało coś w rodzaju lambrekinu.
Tak wygląda to w całości:
Całość miała być pomalowana na biało,
ale gdy przymierzyłam moje "dzieło", stwierdziłam,
że przyda się w tym szaro-białym pokoju szczypta koloru.
Już wcześniej chciałam wprowadzić tu kolor w postaci wełnianej vintagowej narzuty.
Niestety, narzuta okazała się za mała na nowe łóżko.
Za to bardzo spodobała się Bonifacemu, więc chyba mu zrobię z niej legowisko :)
Tak więc lambrekin na razie będzie kolorowy.
Zawsze mogę go przemalować, jak mnie zmęczą te kolorki.
A Wy jak uważacie - pomalować, czy zostawić?
Ostatnio koleżanka ze szkolnych lat, zaglądająca tutaj regularnie,
wspomniała, że czeka na KOLOR.
To fakt, że mój blog wygląda dosyć monochromatycznie,
ale to nie znaczy, że nie lubię kolorów.
Lubię :) Bardzo!
Ale kolory szybko męczą. Szczególnie w małym mieszkaniu.
Poza tym moda na nie często się zmienia.
Z doświadczenia wiem, że najlepiej jest stworzyć neutralną bazę
(bazę stanowią duże powierzchnie typu ściany, podłogi i rzeczy rzadko wymieniane, jak np. meble).
Neutralna baza to kolor biały, jasny szary, jasny beżowy
(i pośrednie kolory między szarym i beżowym).
Dopiero potem można dodawać kolor.
Najlepiej w dodatkach,
bo te w każdej chwili można zmienić w zależności od pory roku, nastroju, mody.
Trzeba też zachować odpowiednie proporcje między bazą a kolorem.
Ale najważniejsze jest, żebyśmy się dobrze w naszych wnętrzach czuli :)
Czego oczywiście Wam wszystkim życzę!
Elli
Serwetki są super.Takie bardzo boho style.Jeszcze dodaj wszędzie dużo kwiatów i bedziesz miała prawdziwą urban jungle;)
OdpowiedzUsuńOj czekam, czekam na to dekorowanie :)
UsuńMega czad, że się tak wyrażę. Jestem zachwycona:)
OdpowiedzUsuńDzięki :)
UsuńPomysł super, chyba muszę poprosić mamę o parę serwetek, jak tak patrzę na Twoje dzieła to sama też mam ochotę chwycić za szydełko i druty. Na szczęście jesteśmy z pokolenia, które potrafi się posługiwac takimi narzędziami.
OdpowiedzUsuńKoleżanka ze szkolnych lat
Ja tych serwetek nie robiłam, kupiłam je w sh. Ale jeśli masz czas, to działaj. Chociaż wydaje mi się, że mama byłaby tu niezawodna.
UsuńA jak tam koleżanko, zaspokoiłam Twoją potrzebę koloru? :)
w 100%, masz rację moja mama ciągle coś dzierga
UsuńUwielbiam niekonwencjonalne ozdabianie okien. Super pomysł! Fajnie,że kolorowe. Teraz, jesienią, tym bardziej potrzebujemy koloru na dobry nastrój :)
OdpowiedzUsuńDlatego na razie zostawiłam je w tych kolorach. To chyba taka podświadoma potrzeba ciepła :)
UsuńUroczo to wszystko wygląda!!! I w żadnym wypadku nie przemlowywałabym tego lambrekinka. Te kolorki dodają takiego ciepła,że nie mogę się napatrzeć!!!
OdpowiedzUsuńZupełnie przypadkiem pięknie się zgrały. Osobno te serwetki nie byłyby tak ładne :)
UsuńRazem naprawdę wyglądają pięknie!!! To był genialny pomysł, żeby stworzyć z nich takie cudo!!!
UsuńPozdrawiam cieplutko!!!
Cudowne serwetki! :) Widziałam dużo takich w ramkach - jak obrazki - wyglądają rozkosznie! :)
OdpowiedzUsuń