Na toaletce, o której pisałam w poprzednim poście znalazło się miejsce dla pewnego drobiazgu:
Pragnę ujednolicić, wyciszyć, uspokoić przestrzeń wokół siebie.
Stąd te moje zapędy z wałkiem, pędzlem i sprayem.
I właśnie tego ostatniego użyłam w celu przywrócenia do życia niechcianego przedmiotu.
W naszej Oazie nie wypracowałam sobie stałych miejsc dla różnych codziennych czynności (chyba dlatego, że zbyt rzadko tam bywamy). A ja lubię mieć wszystko uporządkowane wokół siebie.
To, co teraz pomalowałam, to drobiazg. Niby nic. Ale dzięki niemu moja biżuteria nie wala się po mieszkaniu nie wiadomo gdzie.
W ostatniej chwili przypomniałam sobie, żeby zrobić zdjęcie "przed" (spód był już częściowo pomalowany). To był zwykły, przeźroczysty, tandetny plastik:
Teraz moim zdaniem wygląda jak porcelanowa :)
Rączka trafi oczywiście na moją nową toaletkę :)
Elli
Świetna. Po liftingu rzeczywiście zyskała subtelnośc porcelany.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
http://www.dompodskrzydlemaniola.blogspot.com/
Pięknie wyszła...biel jednak ma coś w sobie i potrafi wszystko cudnie odmienić...buziaki Elu. A co do blatów w kuchni...na drewno użyję ciemnego oleju...będzie widać fakturę drewna a ciemne kafle nie będą razić....nie myślałam o czarnym blacie ;-) tak bardzo intensywnie jak o białym ale doszłam do wniosku, że takim kolorze jaki mam nie jest zły ;-)
OdpowiedzUsuńTo prawda, kocham biel coraz bardziej :)
UsuńA co do Twojej kuchni - Olu, udowadniasz, że biało-brązowa (z czarnymi akcentami) kuchnia też jest piękna. Już jest cudnie, a jak zrobisz blat drewniany, to będzie zupełnie ekstra.
Może zainspiruję się Twoimi pomysłami i jakoś pogodzę miłość mojego męża do brązowych wnętrz z moją miłością do bieli. Oczywiście z przewagą tego drugiego koloru, ha ha :)