Kto chce świętuje dzisiejsze święto, kto nie chce - to nie. Uważam, że każdy pretekst jest dobry,
żeby dać sobie drobny prezent, upiec lub ugotować coś dobrego, powiedzieć miłe słowo.
W tym dniu i w każdym innym :)
A że ostatnio potrzebuję różnych motywacji, więc Walentynki zmotywowały mnie do upieczenia kruchych ciasteczek. Oczywiście w kształcie serca :)
Żeby było smaczniej, przyjemniej, zdrowiej i jak na Walentynki przystało bardziej czerwono - do tego przyrządziłam koktajl truskawkowo-bananowy:
No i wpadłam w jakiś ciąg - stwierdziłam, że spróbuję zrobić pianki. W necie znalazłam dwa rodzaje przepisów: na bazie syropu i na bazie bitej śmietany. Sprawdziłam skład na opakowaniu pianek, które akurat miałam w domu i okazało się, że są na bazie syropu.
Więc taki przepis wybrałam - trochę cukru, trochę wody, żelatyny, pół godziny czasu i wyszły mi najprawdziwsze pianki. I są puszyste :) I nie sklejają się :) Jestem z siebie dumna:
To nie koniec mojej weny. Zostało mi trochę kruchego ciasta, więc zaraz biorę się za szarlotkę :)
A tu jeszcze jedno serce, tym razem nie do jedzenia. Przepiękne, ręcznie rzeźbione.
Nie mogłam koło niego przejść obojętnie:
I jeszcze takie serce jest u nas (tablica korkowa pomalowana na czarno, pinezki oczekujące na użycie, wpięte w kształcie serca):
A na widok tego serca (a właściwie napisu na nim) każdy się uśmiechnie:
Pozdrawiam wszystkich z sercem na dłoni :)))
Elli
Piknie, jestes gotowa na Walentynkowy dzień :)) wzajemnie dużooo miłosci ;)
OdpowiedzUsuńDzięki bardzo i nawzajem :)))
Usuń