poniedziałek, 23 lutego 2015

Znaleźć swoje miejsce...


Tak jak wiele z nas zaglądam na wiele blogów w celu inspiracji. Czasem jest to fajne wnętrze z neta, czasem pomysł jak zrobić coś z niczego, albo coś niewielkim kosztem, czasem ładnie zakomponowane zdjęcie (uczę się, cały czas uczę się, chociaż z moim aparacikiem wiele zaszaleć nie można).
Ostatnio jednak trafiłam na coś zupełnie innego - Attea Atea w swoim poście TUTAJ (klik) zarekomendowała książkę Reginy Brett "Bóg zawsze znajdzie ci pracę". Nie wierzę w cuda, ale ponieważ od dłuższego czasu poszukuję pracy, i jak na razie bez efektu, stwierdziłam, że warto zajrzeć - może uświadomię sobie, gdzie popełniam błąd.


Warto zaglądać do różnego rodzaju poradników. Kilka ładnych lat temu miałam efekt wypalenia zawodowego (wiele lat w jednej pracy, brak zadowolenia finansowego, powtarzalność obowiązków - to wszystko złożyło się na to, że niechętnie wstawałam do pracy, a jednocześnie bałam się coś z tym zrobić).


Wtedy trafiłam na książkę Uschi Fellner "Być kobietą z klasą". Nie wiem, czy jest obecnie dostępna (moja wydana jest sporo lat temu), ale gorąco ją polecam. Rady i wskazówki w niej zawarte nadal są bardzo na czasie. Zawiera wiele wskazówek i trików jak być tytułową "kobietą z klasą" - chodzi o image, styl, wygląd, zakupy. Ale także: jak robić karierę, jak się odprężać, jak postępować z rywalkami, jak przejrzeć triki mężczyzn itd.
I tu pomógł mi rozdział "jak budować swój image" i wskazówka, że "skromność nie jest ozdobą". Co się za tym kryje? Trzeba umieć się sprzedać, nasz image musi być starannie zbudowany i utrzymany. Co nie znaczy, że mamy się przechwalać, ale też nie chować w cieniu. Marka samochodu służbowego, wielkość biura itd. jako symbole statusu sugerują naszą określoną wartość. Nasz image między innymi buduje prestiż firmy, w której pracujemy. Zastanowiłam się, popatrzyłam na moją firmę i na swoje miejsce w niej, oczami osoby postronnej. I znalazłam plusy swojej pracy.
Firma prestiżowa, sprowadzająca luksusowy towar z USA, miałam własny pokój (bardzo duży, ciepły, wygodny), najlepszy sprzęt do dyspozycji, pensję bez opóźnień, biuro mieściło się w starej pięknie odnowionej willi w bardzo dobrej dzielnicy miasta, no i miałam pięć minut pieszo do pracy. Chyba sporo plusów.


Zaakceptowałam na nowo siebie w tym miejscu, co pozwoliło mi przepracować jeszcze wiele lat w tej firmie bez niechęci porannego wstawania do pracy.




Rozpisałam się o przeszłości, a tu teraźniejszość mnie dogania. 
Znowu byłam na rozmowie kwalifikacyjnej, i znowu nic. 
Kołacze mi w głowie pytanie kilkakrotnie zadane przez przedstawiciela pracodawcy:
Ale dlaczego chce Pani u nas pracować?
Bo znana, stabilna firma budżetowa. Bo mam kwalifikacje, jakich oczekuje pracodawca. Bo mam duże doświadczenie, które mogłabym w ich firmie wykorzystać z korzyścią dla obu stron. Bo liczę na rozwój (nie za bardzo, oferta dotyczyła umowy na czas zastępstwa). Bo świetnie płacą (guzik prawda, niewiele ponad minimalną krajową). Bo miałabym blisko do pracy (czy to jest argument dla nich, czy dla mnie?). Bo odpowiadają mi godziny pracy (znowu argument bardziej dla mnie). Bo w końcu (do cholery) gdzieś muszę dopracować do tej emerytury, a trochę jeszcze lat zostało...
Jakiej odpowiedzi oczekuje ten przedstawiciel pracodawcy???
Siadam do książki Reginy Brett, może jakoś odnajdę się w tej chorej sytuacji.


Herbatka parzy mi się w ulubionym kubku. Muszę jeszcze tylko wyrobić sobie nawyk zapalania świeczek bez okazji. Mam pełno świeczek i świeczników, a wcale ich nie używam. Stoją jedynie jako dekoracja. Czas to zmienić :)))
Elli

PS.
Pisałam ten post z myślą, że raczej go nie opublikuję, że będzie sobie siedział "roboczych". Bardziej mi chodziło o zapisanie tego, co czuję (jak w pamiętniku), żeby poukładać sobie wszystko w sobie. 
A dzisiaj pomyślałam "czemu nie?", Może inni też mają takie problemy? 
A może ktoś zna odpowiedzi na moje pytania?

5 komentarzy:

  1. Elu nie znam, ja zmieniłam pracę 10 lat temu z genialnie płatnej na mniej genialnie płatną, ale taką bez stresu, z normalnym wyrozumiałym szefem, z ludźmi, których polubiłam. Wierzę, że to praca znalazła mnie, a nie ja pracę...po wyjściu stamtąd czułam, że chcą żebym była częścią zespołu. Tego Ci Elu życzę...spokojniej, stabilnej pracy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Olu za ciepłe słowa. Właśnie czytam nowo nabytą książkę i z niej wynika to, o czym Ty piszesz - nic na siłę, praca sama nas znajdzie. Może tam, gdzie aplikowałam wcale nie byłoby mi dobrze i dlatego nic z tego nie wyszło?
      Najgorsze jest to, że dopada mnie uczucie, że nikt mnie nie potrzebuje :(
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
    2. Ja też tak kiedyś miałam...bo pomiędzy jedną pracą, a znalezieniem drugiej minął rok...i wydaje mi się, że na udaną rozmowę poszłam bez stresu, bo stwierdziłam, że i tak pewnie pracy tam dla mnie nie ma.

      Usuń
  2. Elu :) myślę, że wolny czas czyni nas kreatywnymi. Pamiętam z jaką presją szukałam pracy, ile ścieżek wydeptałam, podać złożyłam i rozmów przeszłam. Chciałam pracować tam gdzie obecnie, czyli marzenie się spełniło, ale po 12 latach wypaliłam się niestety :(.
    Życzę Ci byś znalazła świetną posadę i była zadowolona :)
    Pozdrawiam, Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za życzenia - wierzę, że są szczere. Ale na tę świetną posadę już raczej nie liczę. Jeszcze 5 lat temu po 3 rozmowach kwalifikacyjnych, dostałam 2 oferty pracy, a teraz? Mam wrażenie, jakbym przekroczyła niewidzialną barierę. Myślę, że teraz pozostaje mi jedynie własny biznes. Niestety, kompletnie nie wiem, jak się za to zabrać. A w UP nie chcą mnie zapisać na kurs "ABC działalności gospodarczej", bo pierwszeństwo mają osoby, które złożyły wniosek o dofinansowanie. A to właśnie na tym kursie uczą jak wypełnić taki wniosek, jak ułożyć biznes-plan itd. Więc najpierw chciałabym się zorientować, czy to, co chcę robić ma jakieś szanse na utrzymanie biznesu, a dopiero potem składać wnioski i podejmować konkretne decyzje. To błędne koło :(

      Usuń