Już kiedyś podejmowałam próbę robienia samodzielnie mydełek (pisałam o tym TUTAJ).
Od tamtego momentu planowałam zrobić szare mydełka.
Czemu akurat takie?
Bo takie mi pasują do łazienki, a do tej pory nie spotkałam ich nigdzie.
W końcu natrafiłam na duże kostki grafitowe.
Ponieważ takie duże nie są dla mnie poręczne, zrobiłam z nich mniejsze
i mieszając z mydłem białym - popielate (a właściwie pieprz i sól).
Jak na tę porę roku przystało - nadałam im kształt listków:
Ale nie tylko listki. Kwiaty też się pojawiły.
Z foremki słonecznika korzystałam poprzednio.
Teraz doszły jeszcze róże.
No i prezentacja w łazience
(ale to nie jest docelowe miejsce mydełek):
Już wkrótce pojawią się na blogu znowu, ale w trochę innej odsłonie.
A na razie sza.
Pozdrawiam - Elli
Ciekawe co dla nich wymyśliłaś. Bardzo ładnie prezentują się w łazience. : )
OdpowiedzUsuńTak jak wspomniałam - "sza". Mam nadzieję, że niedługo wszystko się wyjaśni :)
UsuńW sam raz na jesienne kapiele :)
OdpowiedzUsuńTylko, że niestety nie mam wanny :(
UsuńAle pod prysznic też się przydadzą :)
Myślę, że takie mydełka byłby by wspaniałym pomysłem na świąteczny prezent :) Może podaruje takie mojej siostrze. Tylko jeszcze zastanawiam się nad jakimś niebanalnym kształtem...
OdpowiedzUsuńJak najbardziej - wystarczy je ładnie zapakować, np. w celofan i dodać ciekawą wstążkę :)
UsuńJa ucieszyłabym się z takiego prezentu :)