Wróciłam :)
Pozwoliłam sobie wyjechać na tydzień do mojej rodzinnej miejscowości.
Sama, a właściwie z moim kotem Bonifacym.
Przede wszystkim, żeby oderwać się od codzienności, znaleźć czas dla rodziny i znajomych, dopilnować wykończenia po wymianie drzwi wejściowych.
A przy okazji zwolnić tempo: poczytać, poszydełkować.
Jest to mała miejscowość, w której życie zamiera po godzinie 17 (podobnie, jak mój internet - z trudem starczało mi cierpliwości na odczytanie poczty - tak zamulał), natomiast w sobotę do południa tętni życiem, tworzą się korki na ulicach - wszyscy wtedy odwiedzają targ i markety, których jest jak na taką miejscowość całkiem sporo.
Tutaj życie toczy się zupełnie innym rytmem niż we Wrocławiu.
Pierwsze trzy założenia udało mi się zrealizować.
Gorzej było z czytaniem i szydełkowaniem - zabrakło czasu :)
Za to zdążyłam uporządkować jeden z pokoi, który do tej pory był dosłownie rupieciarnią.
I już mam koncepcję stworzenia w nim kącika roboczego i kosmetycznego.
Robiłam trochę zdjęć podczas mojego wypadu, ale pogoda była taka wstrętna, dni tak ciemne i ponure, że nie wiem, czy coś z tego będzie się nadawało do pokazania :( Muszę przejrzeć je na spokojnie.
Na razie ogarniam to, co zastałam po powrocie.
I na dodatek miałam dzisiaj montowane biurko mojego projektu.
Jeszcze tylko muszę przemalować kontenerek i spróbuję co nieco zaprezentować :)
A tymczasem, żeby nie było, że dzisiaj bez zdjęć, prezentuję poszewki z tak modnymi ostatnio nadrukami tekstowymi:
Jak dobrze, że już nie pada i jest cieplej :)
Pozdrawiam - Elli
Elu ...czasem koniecznie trzeba się zresetować. Buziaki i dobrego dnia ;-)
OdpowiedzUsuńOj przydało się, przydało... A domownicy jacy stęsknieni :)
UsuńPolecam każdemu taką przerwę!
Miłego wieczoru, Olu :)
Mówią, że dobrze jest poczytać przed snem. :) No to z nowa energią wróciłaś.
OdpowiedzUsuńTo prawda, przed wyjazdem wszystko mnie drażniło. A teraz z radością pichcę, maluję (dzisiaj machnęłam kontenerek) i porządkuję :)
UsuńPozdrawiam!