Wczoraj wróciłam z wypoczynku nad morzem.
Jakież było nasze zaskoczenie, gdy zobaczyliśmy Wrocław pełen powalonych drzew.
To efekt niedzielnej burzy. Podobno trwało to tylko 10 minut, a skutki są straszne.
Dalsze efekty poznaliśmy wchodząc do mieszkania - od kilkunastu godzin nie było prądu.
Myślałam, że zrobię jakieś szybkie pranie, a tu nici z tego.
Wzięłam więc szybki i zimny prysznic (ciepłej wody też nie było), założyłam jedyną uprasowaną sukienkę
i poleciałam do Rynku spotkać się z koleżankami sprzed lat.
Kolejne bardzo miłe spotkanie :) Dziewczyny dziękuję!
Poprzednie dwa posty puszczałam z nad morza (na szczęście miałam przygotowane wersje robocze), wiecie jak to jest na wczasach z internetem.
Teraz chcę czym prędzej prześledzić blogi moich koleżanek,
dowiedzieć się, co w tym czasie działo się u nich.
A dzisiaj na szybko prezentuję poszewkę w szarościach ożywioną żółtą lamówką:
Prąd już jest, więc biorę się za rozpakowywanie, pranie, układanie itd.
Mam też zaległości w moich pracach manualnych. Pora wziąć się do roboty :)
Pozdrawiam - Elli
Wiem jak to jest gdy wraca się z urlopu a wszystko czeka na zrobienie :) Prania miałam w tym roku chyba cztery pralki ;)
OdpowiedzUsuńUkładaj, rozpakuj się i czekamy na nowe posty :)
Z praniem już się prawie uporałam, z ogarnianiem reszty również :)
OdpowiedzUsuńI właśnie szykuję kolejny post - będzie o upolowanych na urlopie gadżetach. To bardzo miłe - dowiedzieć się, że ktoś na moje posty czeka :)
Pozdrawiam Cię cieplutko!
Oj czekamy, czekamy :) Nawet nie wiesz, jak...
OdpowiedzUsuńMonia
Lejesz miód na moje serce :)
Usuń