czwartek, 14 lipca 2016

Stara papeteria



Dzisiejsze pokolenie internetowe pewnie nie ma w swoim biurku 
kopert, ozdobnego papieru, znaczków.
Pewnie nawet nie potrafi odręcznie napisać listu. 
Czy ktoś z nich wie, co to jest "czekanie na listonosza".
Przyniesie list, czy nie przyniesie? Może list wcale nie został wysłany? 
A może poczta zagubiła ten wyczekiwany list?
(co, niestety, zdarzało się dosyć często).
Dzisiaj, jak nie dostałam odpowiedzi na maila, tzn. że ten ktoś nie odpisał. 
Bo jakby odpisał, to bym tę odpowiedź miała.
Zawsze też mogę zadzwonić z komórki na komórkę i się upewnić.
Dzisiaj kontakt z drugą osobą, choćby była na drugim końcu świata,
jest możliwy jak nie przez komórkę, to za pomocą poczty elektronicznej lub skypa.
A kiedyś nie było to takie oczywiste.
Czasem list szedł kilka dni, czasem kilka tygodni, a czasem wcale nie doszedł.
Ileż przez to ludzkich losów się pogmatwało. 
A telefonu komórkowego nie było, żeby szybko wyjaśnić sytuację.
Ba, nawet stacjonarnego nie każdy mógł mieć.




A jednak z rozrzewnieniem wspominam tamten czas - czas listów.
Bo te listy miały w sobie coś magicznego.
Starałam się, żeby moje listy były ładne, w ładnej kopercie, na ładnym papierze.
Szczególnie, gdy na adresacie mi zależało.
Ja również otrzymywałam przepiękne, kolorowe koperty, 
listy napisane starannym pismem, poprawną polszczyzną 
(o treści emocjonalnej nie wspomnę).





Z tamtego okresu mojego życia pozostała mi jedna z papeterii, 
a także kilka tych cudownych kopert z pastelowym obrazkiem wewnątrz.
Papeterię zatrzymałam, bo służy mi do przechowywania 
czystych kartek pocztowych, świątecznych, 
zapasowych kopert i znaczków. 
Mimo, że teraz wysyłam je tylko z okazji świąt.
Papeteria obłożona była kolorowym lnem, 
który przy obecnych moich upodobaniach kolorystycznych już mi nie odpowiada. 
A podobno tkaniny też można malować. Więc czemu mam nie spróbować?



Pierwsza warstwa nie wystarczyła. 
Na zdjęciach widać lewy bok pomalowany dwukrotnie, 
prawy ma jedną warstwę - wzór przez farbę przebija.
Do uzyskania efektu końcowego potrzebne były trzy warstwy.


Po czym stwierdziłam, że czegoś tej papeterii brakuje
i postanowiłam nanieść wydruk transferowy.
Pierwszy raz!



Nie wiem, czy popełniłam jakiś błąd (jeśli ktoś wie jaki, to proszę o uwagi), 
czy może to wina strukturalnej powierzchni, na którą nanosiłam wydruk, 
ale efekt wyszedł bardzo niewyraźny. 
Miejscami nawet trochę rozmazany.
Mogłam to zamalować z powrotem na biało, 
ale pomyślałam, że stara papeteria nie może wyglądać jak nowa 
i że ten efekt rozmycia nawet ciekawie wygląda.


Na tył też naniosłam co nieco :) 








A jak jest u Was z pisaniem kartek i listów?
Potrzebujecie takich kopert, czy internet Wam wystarcza?

Pozdrawiam serdecznie!
Elli




10 komentarzy:

  1. Ja z tego pokolenia bez telefonów, znam oczekiwanie na list. Pisałam dużo i dużo listów otrzymywałam, a do tego jeszcze zbierałam ładne koperty i papiery listowe, mam swoją kolekcję do dziś i czasami coś do niej dokładam. Twój listownik w nowej szacie jest piękny. Mi nie przeszkadzają nie wyraźne napisy. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś wróci moda na pisanie listów, tak jak np. wraca moda na płyty winylowe :)

      Usuń
  2. Oj, to były czasy kiedy pisało się listy na takich kolorowych papeteriach... najpierw "na brudno" na zwykłych kartkach, a póżniej przepisywało się na takie kolorowe cudeńka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też przepisywałaś? :)
      Oj starał się wtedy człowiek, starał :)

      Usuń
  3. Ja też pamiętam czasy pisania listów. Kupowałam papeterie, dostawałam w prezencie, niektóre były piękne, ale najpiękniejsze były te, które moja ciocia dostawała od, wtedy jeszcze narzeczonego kiedy był w wojsku, ozdabiane przez niego własnoręcznie różnymi rysunkami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dostawałam listy z wojska i też były piękne :) Z rozrzewnieniem wspominam ten czas...

      Usuń
  4. Ja też jestem z epoki pisania listów i miałam papeterię. Miło powspominać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że obudziłam w Was te wspomnienia :)

      Usuń
  5. Jeszcze nie tak dawno (już w epoce e-maili) pisałam odręczne listy - ja i moja blogowa koleżanka, z drugiego końca Polski, po urodzeniu dzieci, ograniczyłyśmy się do nowocześniejszych metod... :)
    Pisanie listów to fantastyczna sprawa... moi rodzice do dziś mają wielki karton a w nim listy które do siebie pisali, i koperty ręcznie zdobione kolorowymi tuszami... ach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osoba, od której dostawałam takie piękne listy i koperty nie dzieli ze mną życia, więc niestety nie zachowałam tych pięknych pamiątek. Teraz oczywiście tego żałuję...

      Usuń