Ładne były te szafeczki, niestety mocno zniszczone.
Do tego stopnia, że miejscami nie było widać ich pięknych ornamentów.
Złoty kolor mogłabym jeszcze przeboleć (bardzo ładnie komponuje się z szarym tłem),
ale te obłupania...
Po prostu nie lubię takich zniszczeń i już. Kropka.
A wyglądało to tak:
Tym razem powróciłam do kredowych farb Annie Sloan, kolor Paris Grey:
Rzeźbienia podkreśliłam ciemnym woskiem (także AS):
Po wykończeniu wygląda to tak:
Nietrudno się domyśleć, jakie wnętrze szykuję.
Pokażę je Wam na pewno.
Na razie jednak brakuje w nim kilku elementów składowych.
Pozdrawiam - Elli
ooo rozkręcasz kolejną metamorfozę ;-)
OdpowiedzUsuńNo tak, ale ponieważ to jest poza Wrocławiem, więc siłą rzeczy realizacja trochę potrwa.
UsuńNo genialne szafeczki :))
OdpowiedzUsuńDziękuję - a przy tym lekkie, zgrabne i poręczne :)
UsuńElementy, które pokazujesz zapowiadają coś b.ciekawego. Już się nie mogę doczekać. Lubię te Twoje metamorfozy za grosze. Teraz myślę, co by tu u siebie zrobić :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! Monia
Przerabiaj, przerabiaj :) Warto!
UsuńO i jaki teraz jest wytworny!!! Piękny :) Biel nadała mu klasy!
OdpowiedzUsuń